REKLAMA

Polski himalaizm znów stawia na sport

Taternik | 16 lipca 2021

Z Wadimem Jabłońskim, jednym ze współtwórców PHS, rozmawia Dariusz Jaroń

Wojciech Kurtyka wiele lat temu wprowadził styl alpejski w Himalaje. Pokazał, że to jest możliwe. A potem obserwowaliśmy ciągłe uwstecznianie. Tak bardzo zafiksowaliśmy się na wyprawach oblężniczych, pierwszeństwie na wierzchołku latem czy zimą, aż opinia publiczna
się w tym pogubiła – mówi Wadim Jabłoński, jeden z organizatorów Polskiego Himalaizmu Sportowego, zapowiadając powrót do wspinania
w stylu alpejskim na szerszą skalę.

Program PHS powstał w miejsce Polskiego Himalaizmu Zimowego,
przygotowującego kadrę do wyprawy na niezdobyte do niedawna K2. Głównym celem nowej inicjatywy będzie działalność eksploracyjna
na szczytach niższych niż ośmiotysięczne prowadzona w stylu alpejskim, sportowe wejścia na góry najwyższe i próby poprowadzenia na nich nowych dróg lub powtórzenia dotychczasowych, lecz w stylu alpejskim.

Odetchnąłeś z ulgą, kiedy K2 doczekało się pierwszych zimowych
zdobywców?

Szczerze powiedziawszy nigdy nie podchodziłem emocjonalnie do tematu zimowego K2. Czy by weszli, czy nie? Zarówno dla mnie, jak i dla osób, z którymi się wspinam, priorytetem zawsze było to, co dzieje się na naszym podwórku, a himalaizm oblężniczy nigdy nie był dla mnie wyznacznikiem sportu, który uprawiam, tylko osobną dyscypliną, rozgrywającą się gdzieś obok.

Ale to K2 sprawiło, że rozmawiamy o Polskim Himalaizmie Sportowym.
Zgadza się. Efekt tego wydarzenia i jego przełożenie na wspinanie w górach
wysokich jest oczywiste. Całe napięcie, które istniało od dawna w środowisku, wreszcie znalazło wentyl. Nie musimy już z wielką pompą organizować wypraw narodowych, żeby zrealizować jakąś formę dziedzictwa, którą sami sobie narzuciliśmy.

Wspomniałeś o tym, że himalaizm oblężniczy i styl alpejski to odrębne
dyscypliny wspinaczkowe. Może nie wszyscy wiedzą, czym się one różnią…

Spójrzmy szerzej na sport: mamy dyscypliny stricte techniczne, jak
golf, mamy dyscypliny ukierunkowane na wytrzymałość, jak bieganie ultramaratonów, mamy wreszcie dyscypliny siłowe, z podnoszeniem ciężarów na czele. Gdyby przełożyć to rozróżnienie na świat wspinaczkowy, zdobywanie ośmiotysięczników w stylu oblężniczym latem lub zimą przyrównałbym do dyscyplin wytrzymałościowych. Ten rodzaj himalaizmu opiera się na tym, by zacisnąć zęby i w mniej lub bardziej niekorzystnych warunkach zdobyć szczyt. Mnie interesują dziedziny wspinania łączące technikę, siłę i wytrzymałość.

I tu pojawia się styl alpejski, promowany w PHS-ie.
Tak. Dla mnie to przede wszystkim wspinanie w terenie technicznym, z odciętą pępowiną. Styl alpejski angażuje zarówno umiejętności techniczne, jak i wytrzymałość długich wspinaczek, a w bardziej stromym, niebezpiecznym terenie przydaje się również siła. To zdecydowanie bardziej kompleksowa dyscyplina, nie należy jej wręcz porównywać z himalaizmem oblężniczym, bo to odrębny sport. Są ludzie, jak ja i moi znajomi, którzy chcą ten sport wspierać, rozwijać go. Dzięki temu, że powstał program Polski Himalaizm Sportowy, mamy przestrzeń do tego, by uprawiać wspinanie według naszej definicji.

Co masz na myśli?
W języku polskim występuje jedno pojęcie określające wspinanie. Nie mamy takiego zgrabnego rozróżnienia, jak chociażby w języku angielskim, gdzie obok climbing funkcjonuje pojęcie mountaineering. To słowo oznacza wszelkie aktywności związane z poruszaniem się w górach, zarówno te mniej, jak i bardziej techniczne. Za to climbing jest bardziej przypisywane wspinaniu sportowemu. Mam przekonanie, że w Polsce bardzo prężnie rozwija się ruch wspinania sportowego właśnie. Ci ludzie nie są zainteresowani wspinaczką w górach wysokich, to działka zarezerwowana dla bardzo wąskiej grupy.

Kto jest dziś wzorem do naśladowania dla młodego wspinacza?
Najczęściej w naszych rozmowach kuluarowych przewija się nazwisko Wojciecha Kurtyki. Nie mówię tego na fali głośnego wywiadu w „Gazecie Wyborczej”, bo o jego dokonaniach i filozofii dyskutujemy od dłuższego czasu. To on wiele lat temu wprowadził styl alpejski w Himalaje, pokazał, że to jest możliwe. A potem obserwowaliśmy ciągłe uwstecznianie. Tak bardzo zafiksowaliśmy się na wyprawach oblężniczych, pierwszeństwie na wierzchołku latem czy zimą, aż opinia publiczna się w tym pogubiła.

Widać to było w dyskusji po zimowym K2. Próby wyjaśnienia, czym się różni styl sportowy od oblężniczego, często były odbierane jako przejawy zazdrości lub czepialstwa.
Nie sposób dziś w sposób łatwy wytłumaczyć komuś, czym jest styl we
wspinaczce. Pokazać różnicę między wejściem trudną technicznie drogą
na sześciotysięcznik i pierwszym zdobyciem wyższego szczytu z wykorzystaniem wszystkich dostępnych środków i narzędzi: od obozów, przez liny poręczowe, po butle z tlenem. Zdecydowanie bliższy filozofii osób skupionych wokół PHS-u jest Wojciech Kurtyka i paru mocnych zagranicznych zawodników, którzy w tym kierunku podążają w górach, niż wspinacze uprawiający himalaizm oblężniczy.

Obrazowo rzecz ujmując, kierunek ambicji dla uczestników programu to Złoty Czekan, a nie Korona Himalajów i Karakorum?
Kierunkiem docelowym jest przede wszystkim to, żeby ludzie mieli okazję
przeżyć w górach przygodę, rozwinąć się w uprawianej przez siebie dyscyplinie. Chcemy stworzyć im możliwość robienia pięknych linii w oddalonych zakątkach świata, zapraszać na wyjazdy na dziewicze góry, pokazywać fajne, ciekawe formacje. Tak, żeby mogli rozwinąć poziom wspinania w Polsce, ale też wpłynąć na wiedzę o naszej dyscyplinie.
Złoty Czekan nie jest celem jako takim. Nie zakładamy z góry, że za rok
czy dwa ktoś powinien po niego sięgnąć. To może być natomiast bardzo miły efekt uboczny naszej aktywności. Jeśli chodzi o Koronę Himalajów i Karakorum, to zdecydowanie nie ma wśród nas nikogo, kto by w takim kierunku aspirował.

Z jakimi reakcjami środowiska wspinaczkowego na powstanie PHS-u się spotkałeś?
Patrząc szerzej, poza moje otoczenie wspinaczkowe, obserwuję dość sceptyczne podejście. Wcale się temu nie dziwię. Były już przecież rozmaite programy, Polski Himalaizm Sportowy traktowany jest jak kolejna inicjatywa, która musi zapracować na uznanie środowiska. Jako program niczego jeszcze nie osiągnęliśmy, nie mamy się czym pochwalić, poza tym, że zebraliśmy ludzi i środki, a pierwsze wyprawy niebawem ruszą. Sam, póki co podchodzę z dużą ostrożnością do promowania PHS-u ewentualnymi przyszłymi sukcesami i wyprawami. Najpierw niech nam się coś uda, potem będziemy o tym opowiadać.

Do programu zgłosiło się około stu kandydatów, wybraliście dwadzieścia osób. To dużo czy mało? Mieliście jakieś oczekiwania co do zainteresowania rekrutacją?
Niczego z góry nie zakładaliśmy. Nie myśleliśmy o tym, że jak będzie pięćdziesiąt zgłoszeń, to wybierzemy tyle osób, a jak będzie setka, to zaczniemy skakać z radości. Każda kandydatura była rozpatrywana indywidualnie przez pięcioosobową komisję rekrutacyjną. Na początku każdy oceniał kandydata osobno, potem zestawialiśmy te oceny i w trakcie jednego dłuższego posiedzenia dyskutowaliśmy o ostatecznej selekcji. Nie ograniczyliśmy ilości, wzięliśmy wszystkich, którzy spełniają kryteria.

Czyli ta dwudziestka?
Tak naprawdę mamy drugie tyle ludzi. Nie powiedziałeś o kandydatach, których zaprosiliśmy do programu. Są na dobrej drodze. Mają już wartościowe wykazy przejść, ale wybrakowane pod kątem pełnoprawnego członkostwa w PHS-ie. Każda z tych osób dostała wytyczne, wykaz, co powinna uzupełnić. Kiedy tak się stanie, każdy z tych kandydatów będzie mógł stać się pełnoprawnym członkiem programu.

Kiedy pierwszy wyjazd, pierwsza aktywność szkoleniowa?
Przed nami szkolenie medyczne, a pod koniec czerwca pierwszy wyjazd do
Peru. Na sierpień zaplanowaliśmy kolejny. Mieliśmy jechać do Kirgistanu,
ale konflikt zbrojny w tym kraju wymusił na nas zmianę planów. Peru jest
świetnym miejscem, żeby powspinać się mocno w skale, co silnie wspieramy w naszym programie, można tam również zdobyć doświadczenie mikstowe, wejść na sześciotysięcznik. Idealny teren dla nas.

Ile osób pojedzie do Peru?
Trzydzieści pięć. Zasada jest taka, że każdy uczestnik programu, jeśli tylko
wyrazi zainteresowanie, będzie miał możliwość wyjazdu.

Pandemia mocno utrudnia organizację wypraw?
Bardzo. Mieliśmy zacząć działalność programu od kwietniowego wyjazdu
w Alpy. Termin obozu był sukcesywnie przesuwany, aż stwierdziliśmy, że jest już za późno na wspinanie mikstowe w Alpach. Pandemia pokrzyżowała nam start, bo już powinniśmy być po pierwszym wyjeździe sprawdzającym umiejętności techniczne uczestników PHS-u. Niestety nie mieliśmy tej możliwości. Trzeba będzie od razu ruszać z wyprawą w Peru.

Rozumiem, że rekrutacja trwa?
Cały czas jest otwarta. Nie chcielibyśmy stawiać kogoś, kto ją przespał, w sytuacji: sorry, za późno, nie pojedziesz. Wystarczy wysłać e-mail na adres phs@pza.org.pl z wykazem przejść. Co jakiś czas, jeśli takie zgłoszenia będą się pojawiać, będę zwoływać komisję rekrutacyjną, żeby przeanalizowała kolejne kandydatury. Zapraszamy!

Skomentuj

  • (will not be published)

*

code

Partnerzy: