Janusz Majer: W górach wysokich nadal jest wiele do odkrycia. Młodzi wspinacze są ambitni, na fali jest styl alpejski

30 maja, 2023

Podróżował w odległe i niezwykle ciekawe rejony świata, wspinał się w najwyższych górach. Współtworzył Alpinusa – pierwszą, prężnie rozwijającą się markę outdoorową w kraju (1990-2001). Był współorganizatorem Festiwalu Filmów Górskich w Katowicach (1988-1992), wieloletnim prezesem katowickiego Klubu Wysokogórskiego (1980-1992). Wspomina przełomowe wyprawy, swoich przyjaciół, opowiada o pasji do gór i poznawania świata. Janusz Majer to legenda światowego himalaizmu.

Super Kolos za wybitny wkład w rozwój polskiego himalaizmu – to nagroda, którą otrzymałeś podczas tegorocznych Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów w Gdyni. Duma? Satysfakcja?

Nagroda była dla mnie dużym zaskoczeniem. Cieszę się, że Kapituła doceniła mój skromny – tak uważam – wkład w rozwój polskiego himalaizmu. To było dostrzeżenie całej generacji, z której ja się wywodzę – złotej ery polskiego himalaizmu. Ci ludzie tworzyli wspinanie w górach wysokich.

Organizowałeś pierwszą wyprawę z Polski w Himalaje. Był rok 1976. Trudno było wówczas o pozwolenie władz Pakistanu na wspinanie na Nanga Parbat. Ale…udało się!

W załatwieniu zezwolenia pomogła Wanda Rutkiewicz. Po wyprawie na Noszak (7492 m n.p.m.) w Hindukuszu, turystycznie pojechaliśmy do Pakistanu i Indii, ale w Pakistanie w Rawalpindi, spotkaliśmy Duśkę i Wandę, które wracały z zakończonej wcześniej wyprawy niemieckiej na Nanga Parbat. Wanda miała już wtedy dość dobre relacje z władzami turystycznymi Pakistanu i dzięki jej inicjatywie zaprosiliśmy szefa Tourism Division na kolację. Przyrzekł, że dostaniemy zezwolenie. Dostaliśmy. Do Pakistanu trafiliśmy zatem ponownie, jednak w konkretnym celu. Samego wierzchołka Nanga Parbat (8126 m n.p.m.) nie udało się zdobyć, ale było to dla nas duże doświadczenie.

W 1980 r., m.in. z Ryśkiem i Mirkiem Pawłowskimi, Wojtkiem Dzikiem i Tadkiem Karolczakiem, udałeś się w Yosemite jako kierownik wyprawy. W latach 70. i 80. dolina była marzeniem alpinistów z całego świata, wręcz stylem życia. Co tam tak przyciąga?

Najpierw pojechaliśmy wspinać się do Ameryki Południowej. Po pobycie w Ekwadorze i Peru, trafiliśmy do Stanów. W Dolinie Yosemite skupiliśmy się na tym, by zrobić klasyki tamtych lat , czyli The Nose, Washington Column czy Sentinel Rock. Dolina jest przepiękna, bogata w formacje, w których każdy znajdzie coś dla siebie.

Odnajdowałeś się w odpowiedzialnej roli kierownika wyprawy?

Moje kierowanie było trochę inne, niż chociażby Andrzeja Zawady. Byliśmy grupą przyjaciół, podejmowaliśmy razem decyzje, ale ktoś musiał pozałatwiać formalności i oficjalnie figurować w dokumentach. Podjąłem się tego zadania.

[…]

Rozmawiała Iwona Świetlik

Chcesz przeczytać więcej? Cały wywiad w najnowszym numerze TATERNIKA. Można go kupić tutaj:

Fot. Danuta Piotrowska

Udostępnij wpis

Przeczytaj również