REKLAMA

Nasza Historia. Tatrzańskie lawiny i ich ofiary

Taternik | 06 grudnia 2017

Tej zimy góry znowu zastawiły swoje pułapki. Takie jak ta, w którą 13 lat temu wpadli tyscy licealiści. Więcej doświadczenia czy pokory? Czego potrzeba nam, żeby przeżyć? 

Do południa brakowało godziny, gdy w centrali TOPR zadzwonił telefon. Nic jeszcze nie wskazywało, że ten dzień tak tragicznie zapisze się w historii Tatr. Lawiny w najwyższej części Karpat to przecież nic niezwykłego. Ale nie wszystkie zabierają ludzi. I to aż tylu naraz. Wiele razy zastanawiano się później, czy można było przewidzieć to, co się stało we wtorek 28 stycznia 2003 r. Czy nocne ocieplenie i opady śniegu nie powinny być sygnałem, iż w górach zrobiło się lawiniasto, a zastawiona przez naturę śmiertelna pułapka już na kogoś czeka?

Nie wiedzieli tego najwyraźniej uczestnicy wycieczki szkolnej z Tychów, którzy ze schroniska nad Morskim Okiem poszli na Rysy. A na pewno niebezpieczeństwa nie wziął pod uwagę Mirosław Sz., opiekun młodzieży z tyskiego Uczniowskiego Klubu Sportowego „Pion”. Razem z grupą 16-18-latków ruszył na najwyższy szczyt polskich Tatr. Zabrakło doświadczenia.

Było ich trzynaścioro, w tym troje dorosłych: Sz., drugi opiekun i student. Pozostali to uczniowie I Liceum Ogólnokształcącego im. Leona Kruczkowskiego w Tychach, zwanego „Kruczkiem”. Bez przeszkód dotarli powyżej Buli pod Rysami. Szczyt wydawał się w zasięgu ręki. Jakieś 500 metrów przewyższenia. Właśnie dochodzili do miejsca, w którym przebiega letni szlak na Rysy… 16-letnia Luiza była w czteroosobowej grupie. Opowiadała później, że w pewnej chwili wszyscy poczuli jakby trzęsienie ziemi. Nikt nie wiedział, co się dzieje, dopóki nie zobaczyli, że żlebem spływa na nich morze śniegu. Za późno na ucieczkę… Luiza pamięta, że zaciekle walczyła o życie. Lawina nie zrobiła jej wielkiej krzywdy. Miała tylko złamaną rękę i potłuczenia. Masy śniegu zabrały jednak dziewięć innych osób. Początkowo nikt nie wiedział, ile.

Pierwsi ratownicy zjawili się bardzo szybko. Desantował ich pod Rysami „Sokół”. Później śmigłowiec transportował następnych, tak że po godzinie miejsce zejścia lawiny przeszukiwało ponad trzydziestu TOPR-owców. Szybko ustalono, że przysypani ludzie to uczestnicy szkolnej wycieczki z Tychów. Owszem, wyposażeni w raki (metalowe kolce przypinane do butów), czekany i kije, ale bez detektorów lawinowych, które umożliwiłyby szybkie zlokalizowanie ich pod śniegiem. Zresztą wtedy to był rzadki sprzęt wśród turystów. O dziwo największa tragedia lawinowa w Polsce wydarzyła się nie w Tatrach, lecz w Karkonoszach. 20 marca 1968 r. w Białym Jarze pod Śnieżką zginęło 19 osób (13 Rosjan, czterech obywateli NRD i dwoje Polaków). Poszukiwania ciał ofiar trwały do kwietnia. Lawina pod Rysami, która porwała śląskich licealistów, nie była też najtragiczniejszym takim zdarzeniem w historii Tatr. 20 stycznia 1974 r. na Słowacji, żlebem spod Przełęczy nad Skokiem (w grani Baszt, rozdzielającej doliny Mięguszowiecką i Młynicką) zeszła potężna lawina. Przewaliła się przez Mięguszowiecki Potok i na przeciwległym stoku pochłonęła 24 uczestników kursu narciarskiego. Zginęło 12 osób. Cudem ocalał 18-latek, którego znaleziono żywego po pięciu godzinach poszukiwań.

30 grudnia 2001 r. pod Szpiglasową Przełęczą zginęli w lawinie młodzi TOPR-owcy Marek Łabunowicz i Bartek Olszański. Poszli po ciała turystów z Gdyni, których wcześniej przysypała inna lawina. 30 grudnia 2009 r. zwały śniegu zabiły w rejonie Buli pod Rysami trzy osoby spośród pięciu zasypanych. Z kolei rok po śmierci licealistów z Tychów do tragedii doszło pod Czerwonymi Wierchami, w Małej Świstówce. Spadające masy śniegu zabiły czterech grotołazów z Nowego Sącza.

Tragedia lawinowa legła też u podstaw stworzenia Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Zakopanem. 8 lutego 1909 r., podczas samotnej wycieczki na nartach, w drodze z Hali Gąsienicowej do Czarnego Stawu, u stóp Małego Kościelca, zginął kompozytor Mieczysław Karłowicz. Śmierć tego miłośnika Tatr stała się impulsem powstania pogotowia górskiego, które oficjalnie zarejestrowano 29 października 1909 r. we Lwowie.

Na czele TOPR-u stanął gen. Mariusz Zaruski. To jego zawołania: „Klimku, wracajcie!” nie usłuchał pierwszy tatrzański ratownik, który zginął niosąc pomoc turystom. Podczas fatalnej pogody 6 sierpnia 1910 r. Klemensa Bachledę porwała kamienna lawina w masywie Małego Jaworowego Szczytu.

O akcji ratunkowej pod Rysami przeczytasz w miesięczniku Nasza Historia. Ponadto w styczniowym wydaniu m.in.:

Łowca głów Jan Matejko. Polską historię zaludniają krewni i przyjaciele malarza albo ludzie, których gdzieś sobie upatrzył. Ich rysy otrzymali polscy królowie, wojownicy i bohaterowie narodowi. Polecamy pełen anegdot tekst, ilustrowany portretami Matejkowskich modeli i ich wizerunkami na obrazach mistrza z Krakowa.

Zamach na papieża. Bułgarski ślad i moskiewska inspiracja – takie są ustalenia prokuratorów IPN w śledztwie dotyczącym zamachu na Jana Pawła II z 1981 r.

Archiwum Kiszczaka. Czy były szef MSW trzymał w szachu elity III RP i wpływał na polską rzeczywistość długie lata po upadku PRL?

Miesięcznik „Nasza Historia” do nabycia w kioskach i salonach prasowych. W serwisie prasa24.pl można kupić e-wydanie lub zamówić prenumeratę. 

Źródło: http://www.dziennikpolski24.pl

Partnerzy: