REKLAMA

K2 czeka na polskich himalaistów

Taternik | 18 grudnia 2017

Pod koniec roku rusza polska wyprawa narodowa na K2 (8611 m n.p.m.). Jak wygląda logistyczne zaplecze ekspedycji?

Himalaiści wyruszą z Polski po świętach Bożego Narodzenia, a przed Sylwestrem.
W skład wyprawy wchodzą:
Krzysztof Wielicki – kierownik,
Janusz Gołąb – kierownik sportowy,
Maciej Bedrejczuk,
Adam Bielecki,
Jarosław Botor – ratownik medyczny,
Marek Chmielarski,
Rafał Fronia,
Marcin Kaczkan,
Artur Małek,
Piotr Snopczyński – kierownik bazy,
Piotr Tomala,
Denis Urubko,
Dariusz Załuski – filmowiec.

Nad całością w Polsce czuwa Janusz Majer – himalaista, szef programu Polski Himalaizm Zimowy im. Artura Hajzera 2010-2020 PZA. Razem z Michałem Leksińskim (managerem projektu oraz rzecznikiem prasowym Zimowej Wyprawy na K2) zarządzają komunikacją, relacjami sponsorskimi, działaniami medialnymi, wsparciem sprzętowym i pozostałymi elementami tego gigantycznego projektu.

Podróż do bazy pod K2 to przedsięwzięcie samo w sobie. Członkowie wyprawy lecą do Islamabadu.
Następnie czeka ich lot do Skardu (lub przejazd Karakoram Highway – ponad 800 km), przejazd jeepami do Askole i 6-dniowa karawana przez potężny lodowiec Baltoro do bazy, która znajduje się na wysokości 5000 m n.p.m.

Konferencja prasowa w Warszawie – Fot. Piotr Tomala

Aklimatyzacja odbędzie się na miejscu. – Rozważaliśmy wariant aklimatyzacji trzech himalaistów w Ameryce Południowej. Dotarliby pod K2 nieco później, już zaaklimatyzowani, takie świeże siły. Ostatecznie postanowiliśmy jednak, że wszyscy pojadą razem – mówi Janusz Majer.

Na aklimatyzację będzie składać się dojście do bazy i działalność górska, podczas której himalaiści będą zakładać kolejne obozy.

– Agencja zajmuje się całą logistyką na miejscu, od zezwolenia na działalność po gotowanie – tłumaczy Janusz Majer. Wyprawie towarzyszyć będą tragarze wysokościowi, czwórka tzw. HAP-sów (High Altitude Porter) oraz obsługa bazy, w tym kucharz. Tragarze wysokościowi będą pomagać himalaistom w działalności górskiej do obozu III.

Ekipa wyposażona zostanie w kombinezony puchowe, ale buty każdy weźmie swoje. – Buty to dosyć indywidualna sprawa, każdy ma ulubione marki, modele, każdy przyzwyczajony jest do czegoś innego – mówi Janusz Majer.

Ekipa musi być samowystarczalna, jeśli chodzi o produkcję energii elektrycznej i łączność. Polacy będą pod K2 jedyną ekspedycją tej zimy. Zabierają z sobą agregat, zestawy akumulatorów oraz panele słoneczne. Prawdopodobnie ekspedycja będzie wyposażona w stacjonarne łącze internetowe.– Oznacza to wniesienie do bazy dodatkowych 30-40 kg sprzętu, ale uważamy, że warto to zrobić dla stałego, pewnego łącza – mówi Michał Leksiński. Natomiast łączność pomiędzy osobami działającymi w górach i bazą będzie odbywała się przez radio.

Bardzo ważną sprawą jest jedzenie. W bazie himalaiści będą mieli do dyspozycji mięso, warzywa, kawę, herbatę, kiełbasę sery, słodycze, które doniesione zostaną z niższych wysokości. –Podpytujemy himalaistów o ich przysmaki, aby każdy na miejscu miał to, co lubi. Ważne, by jeść zdrowo, świeżo, różnorodnie. Do tego bardzo energetycznie – mówi Michał Leksiński. W trakcie aktywności górskiej każdy będzie korzystał ze specjalnie przygotowanego wysokoenergetycznego „szturmżarcia”. Jego skład i objętość przygotowane zostały we współpracy z Martą Naczyk – dietetykiem wyprawy (zespół Forma na Szczyt).

K2 od strony północnej – Fot. Dariusz Załuski

Podczas zimowej wyprawy na K2 ekipa będzie wspinać się południowo-wschodnim filarem, tzw.
drogą Basków, nazywaną też drogą Česena. Prowadzi ona filarem między drogą Kukuczka-Piotrowski a Żebrem Abruzzi i łączy się z Żebrem Abruzzi na Ramieniu, między tzw. Czarną Piramidą i Szyjką Butelki.

Jak mówi Krzysztof Wielicki, K2 różni się od innych ośmiotysięczników surowszymi warunkami zimą. Szczyt jest wysunięty najbardziej na północny zachód. To pierwsza góra, która musi się oprzeć silnym wiatrom i jet streamowi. Tam wieje najmocniej, jeśli chodzi o całe Karakorum i Himalaje. Wyraźniejsze są wpływy kontynentalne, syberyjskie. Zima pod K2 jest surowa – Himalaje, Nepal i Tybet są bardziej osłonięte. Podczas dni sztormowych, a takich jest większość, bardzo trudno działać w ścianie. Siła jet streamu przekracza często 150 km na godzinę. W takich warunkach można działać co najwyżej do wysokości 7000 metrów, aby działać wyżej, niestety
musi być lepsza pogoda, czyli okna pogodowe.
– Wyprawa potrwa… do skutku – mówi Janusz Majer.

Zima kończy się 20 marca. Okna pogodowe zimą w Karakorum są rzadkością, ale im bliżej marca, tym częściej się trafiają. Po aklimatyzacji, założeniu obozów rozpocznie się wyczekiwanie. Atak szczytowy będzie najtrudniejszy również pod kątem logistycznym. – To szachownica, której pola musimy dobrze obstawić – mówi Michał Leksiński. – Cała ta sytuacja, tzn. 2-3 miesiące w małej zamkniętej grupie w ekstremalnych warunkach, będzie trudnym doświadczeniem. Ale każdy z nich wielokrotnie takie sytuacje przeżywał, więc wiedzą, co oznacza wielodniowe czekanie.

Na pytanie o kandydatów do ataku szczytowego Janusz Majer odpowiada: – Wszyscy mają szanse, góra to zweryfikuje.

Skomentuj

  • (will not be published)

*

code

Partnerzy: