REKLAMA

Józef Nyka. Starzy mistrzowie nie odchodzą

Taternik | 28 października 2021

1

Kiedy urodził się Józef Nyka, a było to w 1924 r., Mariusz Zaruski został adiutantem generalnym prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, wkrótce potem otrzymał generalskie szlify. Twórca TOPR miał przed sobą jeszcze jedną wielką wyprawę ratunkową i zupełnie nowe życie, trudno uwierzyć, że poza górami – chciał wyprowadzić Polaków na morze. Może kogoś zdziwić, że zrównuję Józefa Nykę i Mariusza Zaruskiego. To ludzie podobni charakterem i pasją.

2

Dla Polaków Józef Nyka zostanie na zawsze autorem ukazujących się od pół wieku, najwszechstronniejszych przewodników po Tatrach. Ponad dwadzieścia wydań. Ostatnie ma już ponad 350 stron, dziesiątki mapek, ilustracji, panoram i schematów. Kopalnia wiedzy. Z punktu widzenia czasów współczesnych bezużytecznej, wypychanej z obiegu i zastępowanej jakimiś pospiesznymi kilkuzdaniowymi emocjami i anegdotami. Jednak, co zastanawiające, autorzy tych nowych opisów i tak korzystają z przewodnika Nyki. Bo te przewodniki stały się pomnikiem i encyklopedią tatrzańską. Gromadzone przez lata informacje, wciąż poszerzane, konfrontowane z nowymi źródłami, nowymi pomiarami i uzupełniane także przez Jego córkę Monikę, stały się podstawowym źródłem informacji o naszych Tatrach. Nadal tysiące ludzi wędruje ze sporym kawałkiem papieru, aby nie tylko podziwić, ale też chłonąć wiedzę. I myślę, że najlepszym pomnikiem, jakim mu wystawimy, będzie właśnie troska, aby wiedza o Tatrach nie przypominała twitta w powszechnie znanym medium społecznościowym.
Józef Nyka był człowiekiem, który swą miłość do gór realizował poprzez dogłębne i wszechstronne poznanie. Chciał wiedzieć wszystko i wszystko przekazać. Sam streszczał to w lapidarnym zdaniu: „szczególny nacisk kładę na komentowanie tras wycieczkowych”. Kryła się za tym pełnia wiedzy geologicznej, przyrodniczej, historycznej, kartograficznej i praktycznych wskazówek podanych z chłodną precyzją i bez emocji. Podobnie było w przewodnikach Pieniny czy Gorce. Był Józef Nyka encyklopedystą i perfekcjonistą w tym, co robił. „Przewodniki napisane przez Józefa Nykę wyróżniała piękna uroda szaty językowej i ogromna wrażliwość na estetyczne walory krajobrazu, a także na eksponowanie związku między życiem człowieka i górami” – napisał prof. Jacek
Kolbuszewski.
Warto zauważyć, że Nyka raczej świadomie wybrał drogę popularyzatorską, udostępnienia wiedzy o górach ludziom spoza środowiska wspinaczkowego, choć sam zaczął działalność taternicką na początku lat pięćdziesiątych. Chciał być może udostępnić świat Tatr o wiele głębiej, niż robili to do tej pory inni, a może nie chciał już iść w ślady Witolda Henryka Paryskiego, który właśnie w 1951 r. wydał pierwszy tom swojego przewodnika wspinaczkowego.

3

30 lat to cała epoka. Taką epokę ustanowił w redagowaniu „Taternika” Józef Nyka w latach 1963-1991. Nie był to czas łatwy z powodów wydawniczych, ale za to pełen największych sukcesów taternickich i wysokogórskich. Nyka towarzyszył im z pasją kronikarza, ale i bez egzaltacji. Dość powiedzieć, że sprawozdanie z pierwszego zimowego wejścia na Mount Everest, czego dokonali Polacy, w „Taterniku” ukazało się po ponad roku. Przypomnieć jednak trzeba, że były to czasy bez internetu, bez wszechobecnych mediów, a periodyki takie, jak magazyn PZA, na druk czekały czasem całymi miesiącami.

W czasach Nyki pismo oparte było głównie na wspinaczach, którzy chcieli i potrafili spełniać rolę kronikarzy środowiska, w którym tak dużo się działo. Komercja dopiero docierała do nas z wielkiego świata. Miał Józef Nyka swój hierarchiczny i surowy, zgodny ze swoim charakterem styl – komunikacji
i grafiki. Można nazwać to periodyczną encyklopedią. I co ważne, wcale nie chciał być jej autorem. Autentyczność wyczynu leżała według niego także w bezpośredniej relacji. Chyba nie zdajemy sobie sprawy, jaki ogrom pracy pochłaniał „Taternik” w tamtych latach, kiedy miesiącami czekało się na zagraniczne periodyki alpinistyczne, a informacji ze świata wspinaczy
niemal nie było w obiegu ówczesnych mediów.
I na końcu – te okładki taternikowe. Też surowe w formie, niemal niezmienne, ale przecież nieprzeznaczone do rejestrowania szybko zmieniających się obrazów, przyciągnięcia na siłę uwagi. To były okładki dla koneserów, do kontemplacji. To, że jakość papieru i druku była słaba? Po pół wieku nadaje to tylko „Taternikom” Józefa Nyki, dodatkowego powabu. Pismo z Jego czasów zostanie najżywszą kroniką polskiego taternictwa, alpinizmu i himalaizmu.

4

W 1980 r. zaczął wydawać „Głos Seniora”, chyba niedoceniony, ale jeszcze niestracony obraz świata gór według wiedzy Józefa Nyki. Myliłby się jednak ten, kto uważał „Głos Seniora” za głos emeryta. Moim zdaniem to najdojrzalsze dzieło Nyki. Bo choć i wcześniej nie były mu obce autorytarne
rozstrzygnięcia, zwłaszcza w sprawach nazewnictwa, to jednak zachowywał dystans obserwatora. W „Głosie Seniora” w końcu mógł przemówić w swoim własnym imieniu – człowieka instytucji. Pisał o wszystkim: o dokonaniach Polaków w górach świata, o taternictwie i Tatrach, o ludziach gór. W większość z historycznej perspektywy. Śledził wszystko, co ukazywało się na łamach pism bliskich kręgom taternictwa i Tatr. Jeżeli tylko znalazł coś, co można było uzupełnić, dodać, poszerzyć wiedzę, czasem wskazać drogę poszukiwań – robił to. Najczęściej jednak sam wyjaśniał i dopisywał. Stanowczo i z taktem. Najważniejsze
były dla niego fakty.

Z czasem „Głos” ewoluował w „Biblioteczkę historyczną” i „Górską biblioteczkę historyczną”, stając się znów kroniką nie tylko wąskiego środowiska. Prawie 50 broszur biblioteczki czyni z niej najobszerniejszy przed Janem i Małgorzatą Kiełkowskimi cykl wydawniczy dotyczący polskiego wspinania. To może tylko sugestia dla kogoś, kto chce zgłębiać historię, ale ciekawe wydaje się dociekanie, czy przypadkiem „Głos Seniora” nie jest lepszym źródłem do zrozumienia ludzi gór niż „Taternik”.

5

Nie możemy zapominać, że Nyka był także solidnym wspinaczem. Z kronikarskiego obowiązku przypomnieć trzeba jego drogi: z Adamem Szurkiem lewy filar wschodniej ściany Rysów, wschodnią ścianę Młynarczyka też z Szurkiem i Jerzym Rudnickim, pierwsze przejścia zimowe północnej ściany Świstowej Czuby i drogi Sokołowskiego na Mięguszowiecki Szczyt. Działał też w Dolomitach.
Był partnerem wspinaczkowym wspomnianego już Adama Szurka, Zygmunta Andrzeja Heinricha, Tadeusza Łaukajtysa czy Czesława Momatiuka. I co charakterystyczne, do Klubu Alpinistycznego zapisał się dopiero w połowie swojej drogi wspinaczkowej. Raz jeszcze wypada zacytować wspomnienie prof. Jacka Kolbuszewskiego: „Należał do ścisłej czołówki polskich taterników i wpisany był głęboko w taternickie życie środowiskowe z jego subkulturą i swoistym folklorem”.
Był honorowym członkiem Polskiego Związku Alpinizmu.

6

Ta rola Józefa Nyki długa była nieznana ogółowi, ale dla niego samego bardzo ważna – w ostatnich latach poświęcał jej dużo uwagi i troski. To utrwalenie historii 1 Pułku Strzelców Podhalańskich AK, którego był jednym z ostatnich żołnierzy. Józef Nyka pseudonim „Szpis”. Instytut
Pamięci Narodowej przypomniał po Jego śmierci: »Zmobilizowany do partyzantki z placówki AK w Czarnym Dunajcu, zasilił w sierpniu 1944 r. gorczański oddział kpt. Juliana Zapały „Lamparta”, który niebawem przekształcony został w IV batalion 1 PSP AK. W jego szeregach Józef Nyka wziął udział m.in. w akcjach na stację kolejową w Lasku koło Nowego Targu i placówkę niemieckiej straży celno-granicznej w Harklowej, „bitwie ochotnickiej” oraz zimowym rajdzie patrolu pchor. Kazimierza Karge „Białego” w Tatry.
Armię Krajową Józef Nyka opuszczał w styczniu 1945 r. w stopniu starszego
strzelca, odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Po powrocie do rodzinnej Wielkopolski ponownie zaangażował się w działalność konspiracyjną w ramach Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj. Broń złożył dopiero po ogłoszeniu amnestii w drugiej połowie 1945 r. (…) W ostatnich dwudziestu latach zaangażował się w przywracanie pamięci o historii 1 PSP AK, bezkompromisowo rozprawiał się z narosłymi przez dekady mitami, dzielił się też z młodym pokoleniem wspomnieniami oraz bogatymi zbiorami zdjęć i listów«.

7

Pasja czyni mistrzów. Śmierć wyrywa pośród taternickich szeregów kolejną ważną postać. Tylko w ostatnim czasie odeszli Stanisław Biel, Bogdan Jankowski, Jan Kiełkowski, Maciej Kuczyński. Teraz Józef Nyka. Trudno uwierzyć. Przed rokiem pisaliśmy na łamach „Taternika”: „Spieszmy
się więc. Rozejrzyjmy się wokół. Tam w klubach i środowiskach wspinaczkowych są ludzie, którzy są świadkami dni przeszłych, a przecież nie odeszłych. Z pewnością można sięgnąć do ich pamięci, zachować dokumenty i wyblakłe zdjęcia, przywołać to,
co może dać nam dodatkową moc. Nie zrywajmy ciągłości doświadczenia”. Ci ludzie pokazali, jak ważna jest wola i pasja, miłość do gór, którą przekuć można nie tylko w zimowy wyczyn, nadludzką wytrzymałość, pewny chwyt na przewieszonej skale, cyfrę czy sekundy w sprincie na ściance, ale i mistrzostwo słowa, obrazu, dźwięku, historii. Prawdziwi mistrzowie nigdy nie odchodzą!

Maciej Kwaśniewski

W 2020 roku Józef Nyka otrzymał nagrodę „Taternika” za Górskie dzieło życia. Odpowiedział takim listem.

Skomentuj

  • (will not be published)

*

code

Partnerzy: