REKLAMA

Piotr Pustelnik: Dbać o dobry wizerunek polskiego wspinania

Tomek Mazur | 15 września 2016

Dlaczego postanowiłeś kandydować na prezesa PZA?

Zadecydował o tym impuls. Rozmyślałem o tej propozycji od dawna, ale żadna logiczna i racjonalna odpowiedź nie przychodziła mi do głowy. Wiedząc więc, że naprawdę mam co robić, zarówno sportowo, jak i rodzinnie, powinienem powiedzieć: nie. Ale coś przeszkadzało mi tak postąpić. Powiedziałem sobie: dobrze, zgodzę się. Pewnie będzie wielu kandydatów na to zaszczytne stanowisko i przegram z kretesem.

Zdradziłem też nieśmiało mojej żonie, że chcę to zrobić, a ona na to: „jasne, przecież nigdy nie uciekałeś od trudnych misji”. Zakomunikowałem zarządowi, że się zgadzam. Jechałem na zjazd na luzie, będąc na 100 proc. przekonanym, że odpadnę w przedbiegach. Nawet sobie mowy programowej nie ułożyłem. No i okazało się, że innych kandydatów nie ma. Pierwszy raz w życiu spotkałem się z taką sytuacją. A i tak strasznie się denerwowałem w czasie głosowania…

Jaką rolę widzisz dla siebie jako prezesa?

Wiem, że to trudne i odpowiedzialne zadanie i że jak się zdecyduję, to nie po to, żeby piastować oraz zasiadać – ale po to, żeby pracować i kreować.

Jak oceniasz obecną sytuację PZA oraz środowiska?

W ubiegłych latach sporo się działo w środowisku. Chyba najwięcej emocji wzbudziła sprawa związana z drogą Golden Lunacy, nagrodą „Jedynka” i książką Joanny Onoszko… Ta mało przyjemna, kolokwialnie mówiąc, sprawa dotarła także rykoszetem do PZA w formie szeroko komentowanych uwag do tzw. raportu Jodłowski-Majer. Także wypadek na Broad Peaku miał swoje odbicie w środowisku. Jednak na bieżące funkcjonowanie związku nie miało to większego wpływu, może tylko w postaci daleko idącej „niechęci” ludzi związanych z byłą kapitułą „Jedynki” do Miłosza Jodłowskiego, ówczesnego wiceprezesa PZA. Pokłosie tej niechęci zbieramy do teraz. Smutne i niepotrzebne, ale prawdziwe.

Czy to jest problem dla PZA, który trzeba rozwiązać?

Tak jak powiedziałem, na bieżące funkcjonowanie związku te sprawy nie miały większego wpływu. Taka była wtedy moja ocena sytuacji. Proszę pamiętać, że cały tamten czas ludzie jeździli na zawody, wyprawy, obozy i szkolenia i żadna „afera” tego nie zatrzymała. Nie dostrzegam w tym zagrożeń dla PZA. Zagrożenia są gdzieś indziej. Związek w funkcjach się rozrasta, a obsługi etatowej nie przybywa. Bardzo dużo roboty papierkowej dalej jest w rękach działaczy społecznie wykonujących te czynności. A tak być nie powinno. Robotę biurową robią zatrudnieni ludzie, a działacze związkowi są od kreatywności – tylko bez przesady – i tworzenia strategii, taktyk negocjacyjnych, regulaminów, procedur. Wymyślania – kolokwialnie mówiąc – fajnych imprez. Szukania pieniędzy dla związku i tak dalej. Ale nie od kwitów, arkuszy Excel i tym podobnych.

Właściwie jest to bolączka od „niepamiętnych” czasów: w jaki sposób przyciągnąć ludzi do pracy społecznej?

W związku jest miejsce dla działaczy społecznych i dla etatowych pracowników. Społecznych działaczy może pociągać atrakcyjność naszych projektów i wiara w to, że robią coś dobrego, pożytecznego dla środowiska.

Wróćmy jeszcze do spraw, o których wspomniałeś, a które dzielą środowisko: jak widzisz przysłowiowe zasypywanie rowów?

Zasypywanie rowów nie jest ani łatwe, ani przyjemne, ani krótkotrwałe. I przede wszystkim wymaga minimum dobrej woli z obu stron. A tu ani woli, ani nawet ochoty na konfrontację face to face nie widzę. Będę się starał, bo uważam, że tak trzeba, ale walka z bezinteresowną nienawiścią i zatwardziałą niechęcią nie jest prosta, wymaga czasu, cierpliwości, „grubej” skóry – bo samemu też się oberwie – i wiary, że warto. Jeszcze taką wiarę mam. Ale może dojść do takiej sytuacji, że dojdę do wniosku, że nie warto angażować się w dalsze bezcelowe mediacje i poszukam innych stron w środowisku, niepoznaczonych takimi bliznami.

Dużą część sprawozdania z minionej kadencji zajęły kwestie związane z działaniami Fundacji Wspinka. Zarząd wskazywał, że je działania nie do końca wynikają ze szczerych bądź szczytnych intencji. Jak Ty na to patrzysz?

Nie ma na to żadnej specjalnej czy tajnej taktyki. Fundacja Wspinka chce od nas dużo informacji w ramach dostępu do informacji publicznej, my się z taką interpretacją nie zgadzamy, sprawy są w sądzie. Sąd zadecyduje. Fundacja Wspinka mogłaby z nami zrobić wiele dobrego dla środowiska, ale woli chodzić po sądach. Cóż, ich wybór. Na marginesie, to byłem – mówiąc najbardziej łagodnie – zdziwiony, że o tej fundacji tyle słów padło w sprawozdaniu dla WZD PZA. Pytam: po co?

Działalność związku to nie tylko „gaszenie pożarów”, ale i realizowane codziennie zadania…

Jeszcze nie wiem wszystkiego o związku, jego bieżących problemach i potrzebach. Uczę się. Wiem, że jest niedoinwestowany etatowo. Wymaga bardzo rygorystycznej dyscypliny finansowej, głównie od strony beneficjentów pieniędzy związkowych. A z tym jest zawsze – i to się od lat nie zmienia – problem. Jak w każdej firmie oczywiście – z tym, że my mamy dużo pieniędzy państwowych, a to jest wyjątkowo delikatna materia do obróbki. Poza tym, związek PR-owo słabo się prezentuje, kiepsko komunikuje środowisku, co robi i jakie to przynosi skutki. Trzeba to poprawić. Jako związek nie mamy się czego wstydzić, to, co robi- my powinno być jasno, szybko i klarownie pokazywane środowisku.

Widać pewien rozdźwięk w odbiorze pomię- dzy tym, co robi PZA i dlaczego, a jak widzi to środowisko…

Rozdźwięk zawsze wynika z mało czytelnej komunikacji między stronami. To nie jest rzecz nie do poprawy. Prawdę mówiąc, to jest jedna z łatwiejszych spraw do załatwienia. Będziemy komunikować, co i jak robimy, liczymy na feedback. Ale z tym jest zawsze problem, bo wiele osób chętnie poczyta, co napisaliśmy, ale żeby wnieść jakieś merytoryczne uwagi i sugestie, to już gorzej.

PZA to specyficzny związek sportowy, w które- go ramach działają dość odrębne aktywności, nie tylko wspinaczkowe. Jednak koordynacja działań pomiędzy komisjami jawi się jako kolejna bolączka.

Jest prawdą, że nie mamy jasnej i klarownej polityki alokacji funduszy na wyjazdy w góry. Koledzy od lat robią to, kierując się własnym wyczuciem oraz znajomością realiów środowiska skupionego wokół związku, ale takiego dokumentu jak „polityka wyjazdowa związku” nie widziałem. Regulaminy oraz arkusze oczywiście są – i sprawy się toczą, aleale też nie jest tak, że w ogóle wszystko idzie na wolnym kole. Są grupy młodzieżowe, cykl szkoleniowy istnieje, tu zagrożenia nie widzę. Jednak musimy sobie postawić jakiś widoczny i fajny cel, na przykład podniesienie poziomu wspinania w górach do takiego poziomu, żeby Polacy byli regularnie nominowani do Złotego Czekana, a nawet go dostali.

Sztandarowym programem PZA jest Polski Himalaizm Zimowy – gdzie jest miejsce dla himalaizmu w PZA?

Wcale nie sądzę, żeby Polski Himalaizm Zimowy miał być sztandarowym programem PZA. Zimowy wyjazd na K2, bo to jest jedyny cel tego programu, będzie wspierany przez związek, choć pieniądze będą z innych dotacji niż ta, którą dostajemy na normalne funkcjonowanie. Oczywiście dla himalaizmu w związku jest takie samo miejsce jak dla alpinizmu, wspinaczki sportowej i tak dalej. Jak będą fajne i ambitne projekty, to będziemy starać się o dotacje celowe i himalaizm będzie funkcjonował. Każda forma wspinania jest w PZA ważna. Nie można dyskryminować żadnej.

Wspinaczka sportowa, a za nią wspinaczka lodowa i skialpinizm aspirują o włączenie do programu igrzysk olimpijskich. Czy jest to szansa na rozwój?

PZA stoi przed tym wyzwaniem. Na początku sierpnia będzie już ogłoszona ostateczna decyzja MKOl o włączeniu wspinania sportowego do programu olimpijskiego w 2020 r. W kolejce na swoją szansę czeka wspinaczka lodowa i skialpinizm – możliwe, że już w 2022 r. znajdą się w programie. Samo włączenie do programu igrzysk postawi nas przed ogromnymi wyzwaniami organizacyjnymi. Boję się tego, choć uważam to za dobre i nieuchronne.

Jakie są zagrożenia?

Wszystko się może wydarzyć. Może nie od razu patologie, one pojawiają się z pewnym opóźnieniem, a moja kadencja trwa tylko 3 lata – ale pewnie powstaną. Pewnie – to jest bardzo prawdopodobne – jak się okaże, że wspinanie sportowe jest już dobrym biznesem, to pojawią się głosy, by odłączyć wspinanie sportowe od alpinizmu, tworząc na przykład Polski Związek Wspinaczki Sportowej. Teraz nikt o tym w związku nie mówi, ale może za parę lat…

Czy nie obawiasz się, że dyscypliny czysto sportowe zdominują związek?

Można zapewnić równowagę, wzmacniając finanso- wo wspinanie wyczynowe w górach poprzez prywatny sponsoring – i to jest pewnie kierunek właściwy, ale wymaga czasu i cierpliwości. Cóż, czas pokaże.

Finansowanie działalności PZA opiera się w dużej mierze na dofinansowaniu ze strony MSiT. W pewnej perspektywie czasowej finanse mogą być problemem. Jaki masz pomysł na alternatywny plan finansowania?

Rozumiem to i też się tego boję. Ale, jak już powie- działem, trzeba uderzyć do biznesu. Bez prywatnych pieniędzy nic nie zrobimy.

Jak według Ciebie powinien wyglądać idealny związek?

Wizja związku w mojej głowie to na razie pęk myśli, wyobrażeń oraz pomysłów. Z pewnością pod- stawą działalności każdego związku sportowego są pieniądze. Bez nich wszystko stanie błyskawicznie, a ponowne poruszenie będzie długie oraz strasznie pracochłonne. Dlatego związek jest jak piec martenowski. Jakość tej „stali” będziemy poprawiali bez wygaszania pieca. Ważne są więc trzy filary: dofinansowanie, doetatyzowanie i pełna profesjonalizacja. Poza tym jasna komunikacja ze środowiskiem, co robimy i jak. W czasie wygląda to mniej więcej tak: najpierw dyskusja z klubami, instruktorami, zawodni- kami etc. Czego oczekują oraz co jest jeszcze możliwe do zrobienia, a potem strategia na lata. Jeśli dobrze pamiętam, związek nigdy nie publikował strategii długofalowej (na stronie internetowej pza.org.pl można znaleźć Strategię Rozwoju Dziedziny Sportu Alpinizm 2008–2015 – przyp. red.).

Nie da się wszystkiego zrobić naraz. Jaki jest program działania na obecną kadencję? Co Twoim zdaniem jest priorytetem?

W niedalekiej przyszłości napiszemy plan na najbliższe lata, który oczywiście opublikujemy. I z tego będziecie nas rozliczać. A tak na marginesie, jak zacząłem się wdrażać w działanie związku, to przyjąłem generalną zasadę: po pierwsze, nie psuć tego, co dobrze funkcjonuje; po drugie, ustalić realistyczne priorytety na lata; po trzecie, dbać o dobry wizerunek polskiego wspinania.

Rozmawiał: Tomasz Mazur

Skomentuj

  • (will not be published)

*

Partnerzy: