REKLAMA

Józef Oppenheim — przyjaciel Tatr i ludzi

Taternik | 19 lipca 2021

[fragment]

Autor: Wojciech Szatkowski

Wojna ludzi gór

Lionel Terray, znany francuski przewodnik i alpinista, napisał: „Chociaż
alpiniści poruszają się blisko nieba, w nieskończonej czystości światła
i piękna, nie są przecież aniołami. Są tylko ludźmi i na sercach ich pozostają czarne ślady świata, z którego przyszli i do którego prędzej czy
później powinni powrócić”1.
.
Sentencja ta wyjątkowo celnie komentuje opisane poniżej fakty i wydarzenia.
Sprawa sporu Korosadowicza i Oppenheima pokazała wszystkim, że środowisko ludzi gór nie jest wolne od konfliktów. Wszystko zaczęło się pamiętnego stycznia 1945 roku.
11 kwietnia 1945 roku w Zakopanem działacze turystyczni i TOPR, Tadeusz
Zwoliński i Witold Henryk Paryski wystosowali pismo do władz PTT z kategoryczną prośbą o odpowiedź odnośnie do dalszej pracy Zbigniewa Korosadowicza w Pogotowiu Tatrzańskim. W ten spór włączyli się stojący po stronie przedwojennego naczelnika TOPR-u górale. Uważali oni postawę Korosadowicza w czasie II wojny światowej za niewłaściwą, twierdzili, że Korosad utracił ich zaufanie i zarzucili mu wiele nieprawidłowości w prowadzeniu w czasie wojny „Tatra Bergwacht”. Korosad miał podczas wojny nie wydawać góralom przydziałów żywnościowych i innych. Kilku góralskich przewodników wystąpiło z tej racji wobec niego z poważnymi zarzutami. Przyparty do muru Korosadowicz planuje jednak kontratak.
Latem 1945 roku do Komisji Weryfikacyjnej TOPR w Zakopanem wpłynął
dokument podpisany przez Zbigniewa Korosadowicza i Witolda H. Paryskiego.
Oppenheimowi postawiono następujące zarzuty, odnoszące się do jego działalności w TOPR w latach 1914–1939:
„1. Za czasów swego kierownictwa J. Oppenheim nadał Pogotowiu charakter instytucji zarobkowej, żerującej na ludzkim nieszczęściu, tj. sprzeczny z ideologią założyciela pogotowia, Mariusza Zaruskiego.

2. J. Oppenheim – będąc zależnym od przewodników – prowadził niezwykle szkodliwą dla Pogotowia i wysoce demoralizującą jego członków politykę, idącą po linii schlebiania przewodnikom i zabiegania o ich względy ze szkodą dla ofiar wypadków, a dla korzyści własnej.

3. Kierownictwo Pogotowia sprawował J. Oppenheim w sposób niefachowy
i niedołężny, co niejednokrotnie narażało ofiary wypadków na niepotrzebne cierpienia lub w ogóle zmniejszało szansę uratowania”2.
Zarzucono mu ponadto, że nie brał osobiście udziału w ciężkich wyprawach Pogotowia, np. w wyprawie po zwłoki Birkenmajera na Galerię Gankową, czy w wyprawie po J. Perausównę, po St. Luxemburga i innych. Dalej w zarzutach czytamy:

„4. Łamanie statutu TOPR przez J. Oppenheima stało się zjawiskiem notorycznym – ze szkodą dla Pogotowia i jego celów.

5. Administrację Pogotowia prowadził płatny kierownik Oppenheim w sposób nieumiejętny i niedbały.

6. Jako kierownik i skarbnik Pogotowia J. Oppenheim popełniał nadużycia
finansowe, podpadające pod paragrafy kodeksu karnego”3.
.
Powyższy dokument został dostarczony do Komisji Weryfikacyjnej TOPR
w dniu 7 maja 1945 roku, rozpoczynając tzw. sprawę Oppenheima. Trwała ona do jesieni tego roku.
Przyjrzyjmy się tej mniej znanej stronie tego konfliktu. Zbigniew Korosadowicz (urodzony w grudniu 1907 roku w Krakowie) był w latach trzydziestych znanym w Zakopanem taternikiem i ratownikiem tatrzańskim. Uczył w szkole – z zawodu był nauczycielem geografii. Zasłynął potem w Zakopanem z własnoręcznie wykonywanych map plastycznych Tatr i innych polskich gór.
W Zakopanem osiadł w 1934 roku. Po Tatrach chodził już wcześniej, bo od 1925 roku, dokonując wielu pierwszych i wybitnych przejść taternickich: środkową częścią północnej ściany Żabiej Turni Mięguszowieckiej, północno-wschodnim filarem Mięguszowieckiego Szczytu, lewą częścią północnej ściany Wołowej Turni i wielu innych. Uczestniczył w polskich wyprawach w góry wysokie:
Alpy, Wysoki Atlas, był także działaczem Klubu Wysokogórskiego. Lubił palić fajkę, zawsze kręcił się koło niego pies. W tym ostatnim przypominał trochę Oppenheima. Członkiem TOPR został formalnie, jak pisze Paryski, w 1937 roku.
W czasie II wojny światowej, pod naciskiem władz niemieckich, prowadził „Tatra Bergwacht”, dawny TOPR. W lutym 1945 roku kierował słynną zimową akcją po sowieckich i czechosłowackich partyzantów w Zuberskiej Dolinie. Po wojnie przez krótki czas pełnił funkcję kierownika TOPR-u.

Jego sojusznikiem w sporze z Oppenheimem był Witold Henryk Paryski,
jeden z największych „tatrologów” w historii, autor Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej. Urodził się w 1909 roku w Pittsburghu, w Stanach Zjednoczonych, ukończył Wydział Medycyny Uniwersytetu Jagiellońskiego (1933), w Pogotowiu TOPR pełnił funkcję lekarza, był znanym przewodnikiem tatrzańskim i ratownikiem (od 1928 roku). Zajmował się również kontrolowaniem stanu apteczek i sprzętu ratowniczego w schroniskach tatrzańskich i w bazie TOPR-u, jaką był w tym okresie Dworzec Tatrzański. W latach 1945–1946 był kierownikiem
(naczelnikiem) TOPR-u.
Duet Korosadowicz – Paryski wysunął ciężkie zarzuty wobec Oppenheima.
W Zakopanem zawrzało. Po raz pierwszy na tak wielką skalę rozpętany został konflikt między ludźmi gór. Dotąd byli oni atakowani, owszem, przez dziennikarzy lub nie zgadzali się ze sobą w sprawach merytorycznych dotyczących gór, ale na taką skalę nie starli się nigdy. Cała trójka: Oppenheim, Korosadowicz i Paryski byli przecież ludźmi zasłużonymi dla polskiej turystyki, taternictwa i ratownictwa. Pracowali do 1939 roku w TOPR-ze, tworząc z pozostałymi członkami Pogotowia jeden zespół, jedną drużynę. Teraz, w powojennych warunkach, ta solidarność ludzi gór pękła nagle i niespodziewanie jak bańka mydlana. Okazało się, że wszyscy trzej mają podobne metody walki: pisma, oszczerstwa, pomówienia i budowanie sojuszy jednych przeciwko drugim. Można powiedzieć: ideał sięgnął bruku.

W ten sposób została w Pogotowiu Górskim rozpętana mała wojna domowa. Jerzy Kapłon pisze: „Przeciwnicy Oppenheima postanowili nie zostawiać sprawy w spokoju. W zbiorach CATG znajdujemy petycję członków zarządu Koła Zakopiańskiego Klubu Wysokogórskiego PTT do zarządu KW PTT z dnia 5 maja 1945. W dokumencie tym, podpisanym przez Witolda Paryskiego, Zofię Radwańską-Paryską, Jana Staszla i Zygmunta Wójcika − jako członków zarządu, przytoczono argumenty wysuwane przeciw Oppenheimowi na nadzwyczajnym walnym zgromadzeniu TOPR i zażądano wykluczenia go z szeregów KW PTT”4.
Józef Oppenheim odpowiedział na wysuwane przeciw niemu zarzuty w osobnym piśmie, skierowanym miesiąc po piśmie Korosadowicza i Paryskiego 7 czerwca 1945 do Komisji Weryfikacyjnej TOPR, wyjaśniał całą sprawę i odpierał zarzuty. Na początku odniósł się do zarzucanych mu malwersacji finansowych (dwukrotnego pobrania honorarium za wyprawę ratunkową) w kwestii wyprawy po Zarembę i towarzyszy pod Świnicką Przełęcz w roku 1939: „Wyprawa w dniu 6 i 7 I 1939 r. po Zarębę, Gliszczyńskiego i towarzyszy zorganizowana bezpośrednio po wypadku, była jedyną wyprawą urzędową Pogotowia. W przychodach i rozchodach – wedle księgi kasowej – wyprawa ta przedstawia się następująco. Przychód… 149.66 zł, Rozchód… 147.80 zł. Różnica 1.86 pobrana jako portoria. Wyprawy po Gliszczyńskiego i towarzyszy nie były wyprawami TOPR. Szukanie zwłok nie wchodzi w zakres działania PR. Paragraf 2 statutu TOPR brzmi: »celem towarzystwa jest poszukiwanie zaginionych turystów
i niesienie pierwszej pomocy w nieszczęśliwych wypadkach na terenie Tatr«.
Toteż w tych trzech wyprawach [9, 10 i 16 stycznia 1939 r. – W. S.] poszukiwania zwłok, członkowie Pogotowia nie mieli obowiązku przymusowego brania udziału, zgłaszali się jedynie na ochotnika, oprócz członków Pogotowia brali udział nie członkowie i górale, podczas II wyprawy: 9 członków Pogotowia, 21 nie członków. Jedynie w wypadkach tego rodzaju (poszukiwanie zwłok na prośbę rodziny), Pogotowie żąda z góry od rodziny pisemnej gwarancji albo gotówki na pokrycie kosztów poszukiwań. Rola Pogotowia ograniczała się do udzielania pomocy rodzinie w zorganizowaniu poszukiwań, polecając doświadczonych przewodników, obeznanych z niebezpieczeństwami lawin, dwukrotnie w czasie poszukiwań poszły dwie duże lawiny i sondami lawinowymi. Wszystkie rachunki związane z poszukiwaniami zwłok zwracane są rodzinom i nie
figurują w księdze kasowej Pogotowia, ponieważ nie są wyprawami TOPR”5.

Oppenheim w dalszej części pisma odpowiada na wszystkie zarzuty Korosadowicza i Paryskiego, jeden z nich dotyczył przekazów niewiadomego pochodzenia dotyczących korespondencji z Towarzystwem Krzewienia narciarstwa:
„W aktach Pogotowia znalazł Z. Korosadowicz odcinki z przekazów z Tow.
Krzewienia Narciarstwa w Krakowie na szereg kwot. Na co zostały te kwoty
zużyte? 1. Na zakup składanych toboganów, które były wyrabiane w Zakopanem, a następnie wysyłane T.K.N. do Krakowa/ T.K.N. zaopatrywał nimi schroniska na terenie Karpat Wschodnich. 2. Na pensje dla dwóch stałych dyżurnych na Kasprowym Wierchu/członków Pogotowia od grudnia do maja, których opłacało T.K.N. 3. Na opłacanie dyżurnych na nartostradach w okresie wzmożonego ruchu narciarskiego, dyżurnych opłacało T.K.N. Rozliczenie między mną a T.K.N., zarówno jak i rachunki wysyłałem T.K.N. do Krakowa, jako towarzystwu opłacającemu te imprezy. Rachunki te nie mają nic wspólnego z TOPR” 6 – wyjaśnia Oppenheim. Trzeba, przynajmniej w tej kwestii, przyznać trochę racji zarzutom Korosadowicza i Paryskiego w kwestii prowadzenia rachunków Pogotowia przez Oppenheima. Widać w tym działaniu duży nieład, niefrasobliwość i mówiąc kolokwialnie bałagan, a niedopuszczalny był fakt, że w rozliczeniach i rachunkach dotyczących TOPR-u znalazły się pisma
niemające nic wspólnego ze statutową działalnością Pogotowia. Inna rzecz – jedyna na usprawiedliwienie kierownika Pogotowia – jest taka, że Oppenheim wyjeżdżając 1 września 1939 roku, z wiadomych względów nie miał czasu na uporządkowanie dokumentacji TOPR-u. To go trochę usprawiedliwia, ale nie do końca. Wyjaśnienie kwestii finansowych znajdujemy w dalszej części pisma Oppenheima do Zarządu TOPR:
„W chwili niespodziewanego opuszczenia przez mnie [pisownia oryginalna – W.S.] Zakopanego w dniu 1. IX. 39 brakowało w kasie Pogotowia 600 zł. Gdzie się podziały te pieniądze? W pozycjach rozchodu księgi kasowej za miesiąc sierpień 1939 nie została wciągnięta kwota 450 zł. Jako odprawa moja trzymiesięczna w związku z wybuchem wojny. Nadto wręczyłem prezesowi PTT, rektorowi W. Goetlowi w Krakowie w dniu 2. IX. 39 wraz z książeczką oszczędności banku Podhalańskiego w Zakopanem kilka kwitów, zapłaconych przez mnie w Zakopanem, a przewyższających kwotę 150.86 zł”7.

Oppenheim w dalszej części pisma wyjaśniał kolejne zarzuty Korosadowicza:

„Z. Korosadowicz oskarża mnie, że nadałem Pogotowiu charakter instytucji
zarobkowej, żerującej na ludzkim nieszczęściu, tj. sprzeczny z ideologią założyciela Pogotowia, Mariusza Zaruskiego. Z. Korosadowicz i Paryski zapominają, że gen. M. Zaruski od początku mego kierownictwa Pogotowia był honorowym prezesem TOPR, prawie rokrocznie przyjeżdżał do Zakopanego, biorąc czynny udział w pracach Pogotowia i oprócz uznania dla ofiarnej pracy członków i kierownictwa z ust jego nie padło słowo krytyki. A jak w mowie cyfr wyglądają dochody tej »instytucji zarobkowej« pozwolę sobie przytoczyć parę cyfr:
sekretarz p. I. Bujak 300 zł rocznie, gospodarz St. Zdyb 200 zł rocznie, kursor 120 zł rocznie, a ja, jako kierownik od 1916 do 1930 ani grosza, od 1930–1936 po 300 zł rocznie, a dopiero od 1937 – 125 zł miesięcznie. Zaznaczam, że jako dowód moich nadzwyczajnych »zarobków« od początku mego kierownictwa tj. od 1916 do 1.IX.1939 nie pobierałem diet za wyprawy, mimo uchwały Zarządu z czasów gen. M. Zaruskiego, biorący udział w wyprawach zobowiązani są pobierać przyznane im diety. Czyniłem to ze względu, iż będąc jednym z trzech członków komisji, określającej wysokość wynagrodzeń za wyprawy ratunkowe, chciałem uniknąć możliwego zarzutu, że sam pobierając diety, jestem osobiście
zainteresowany w ich wysokości. […] TOPR dzięki dobrej i uczciwej gospodarce finansowej posiadało odpowiednie fundusze i kwestie materialne, nie odgrywały żadnej roli w ratownictwie górskim. Nierzadkie były wypadki, że członkowie Pogotowia składali się, aby ułatwić rodzinie poszkodowanego wyjazd z Zakopanego. Nędzne oszczerstwa Z. Korosadowicza i W. Paryskiego na instytucję Pogotowia są tym bardziej godne napiętnowania, że znana jest im z własnego doświadczenia ofiarność członków Pogotowia. […] Stwierdzam, że członkowie Pogotowia nigdy nie stawiali żądań finansowych. Po każdej wyprawie komisja trzech, w skład której wchodzili: I wiceprezes Jędrzej Marusarz, jeden ze starszych członków czynnych i ja, jako kierownik, każdorazowo ustanawiała
wysokość diet w zależności od zużytej energii, trudności technicznych i długotrwałości samej wyprawy. Wysokość diet wahała się od 10 do 20 zł przeciętnie za dzień. O karygodnym niedbalstwie członków mowy być nie mogło. Od chwili powstania Pogotowia ani gen. M. Zaruski, ani ja, jako kierownik Pog., nie byliśmy zmuszeni udzielić nagany członkowi Pogotowia-góralowi.

Z. Korosadowicz i W. Paryski zarzucają mi, że osobiście nie brałem udziału
w ciężkich wyprawach ratunkowych. Osobiście, jako kierownik brałem udział w przeszło 70 wyprawach, zarówno ciężkich jak i łatwiejszych, ale głównie w tych, gdzie szło o ratowania życia ludzkiego. W wielu wypadkach zostawałem świadomie na posterunku, aby w razie potrzeby móc zorganizować tegoż dnia drugą lub trzecią wyprawę”8.
W dalszej części pisma Oppenheim odpowiada na zarzuty dotyczące prowadzenia akcji ratunkowych przez TOPR. Objaśnia szczegóły akcji z 14 i 15 lipca 1933 roku na Mięguszowiecki Szczyt po Franciszka Metznera i drugiej wyprawy, która miała miejsce 27 września tego samego roku w rejon Wołoszyna.
Dodaje: „a jeżeli uczestnik tej wyprawy W. Paryski obecnie uważa za słuszne popieranie oskarżeń Korosadowicza, to czemuż natychmiast po powrocie z tej wyprawy nie złożył skargi na ręce kierownika, a pobrawszy dietę taką samą, jak i inni członkowie, po 12 latach szkaluje swoich kolegów? Z. Korosadowicz i W. Paryski mogą być pewni, że tej zniewagi członkowie Pogotowia im nie zapomną!”9. Trudno odmówić trafności stwierdzeń tej argumentacji.

„Śmiem twierdzić, że Pogotowie Ratunkowe w okresie prezesur: śp. Karola Stryjeńskiego, a następnie Malickiego Tadeusza, »panoszenia się górali
w Zarządzie« wedle wyrażenia się Z. Korosadowicza, a mego kierownictwa,
stało na wysokim poziomie pod względem technicznym i organizacyjnym.
Posiadało trzy telefony, dyżurnych, karetkę Pogotowia (własność T.K.N) do
dyspozycji, motocykl z przyczepką (własność kierownika). Od chwili zawiadomienia maksimum w przeciągu godziny członkowie Pogotowia siedzieli już w aucie/członkowie mieszkają w różnych krańcach np. Żywczańskie, Choćkowskie, Krzeptówki itp./. Członkowie wyruszali na wyprawy bez względu na pogodę i porę roku. Wyratowaliśmy dziesiątki żyć ludzkich. Nawet Z. Korosadowicz zawdzięcza ocalenie swego życia Pogotowiu, bo utknąwszy w dn. 3.VII. 28 na południowej ścianie Zamarłej Turni, poniżej drugiego trawersu, został wyciągnięty przez członków Pogotowia. Podczas 23 letniego mego kierownictwa ani jeden z członków Pogotowia nie uległ poważniejszemu wypadkowi i to jest moją dumą! A że nie jest to rzeczą łatwą – najlepiej wiedzieć powinien W. Paryski, doświadczony ratownik i taternik, który nie umiał uchronić od
śmiertelnego wypadku swojej towarzyszki, Angielki, Hale Ruth, we względnie łatwym terenie północnej ściany Cubryny (1.X.37).
Cała prasa polska, bez względu na odcienie polityczne, z uznaniem podkreślała ofiarność i sprawność członków Pogotowia. Wzywano nas do organizacji kursów ratowniczych na terenie Karpat Wschodnich i w innych ośrodkach narciarskich »Krynica«. Demokratyczne Pogotowie góralskie jest chlubą Zarządu Głównego PTT. Fachowe koła górskie za granicą zaznajamiały się z urządzeniami i organizacją Pogotowia. Czynniki rządowe i fachowe sfery sportowo-turystyczne przyznały wielu członkom krzyże zasługi i to bez jakichkolwiek starań ze strony Zarządu /ja sam, jako kierownik byłem dwukrotnie odznaczony srebrnym i złotym krzyżem zasługi/. W dniu 31.IX.39 [chodzi pewnie o błąd literowy o 1.IX.39 – W.S.] zostawiliśmy inwentarz wartości kilkunastu tysięcy złotych, schroniska górskie zaopatrzone w przybory ratownicze i materiał opatrunkowy, ponad pięć tysięcy złotych w kasie i długi popłacone. Taka była nasza niefachowa i szkodliwa dla Pogotowia gospodarka!!”10.

W tym piśmie jeden fragment jest znaczący i szczególnie wart zacytowania:
„Wobec rzucającego się w oczy fałszowania faktów i złej woli, nie zamierzam się wdawać w szczegółową polemikę z tymi osobnikami. Dla psychologicznego wyjaśnienia tła oszczerstw rzucanych na Pogotowie, pozwolę sobie przypomnieć, że Korosadowicz był jednym z dwóch wiceprezesów Pogotowia, od 1936 r. brał udział wszystkiego w jednej wyprawie, a Paryski był czynnym członkiem od wielu lat i pełnił funkcję lekarza. Za udział w wyprawach brał takie same diety, jak i inni członkowie Pogotowia, a oprócz tego za czynności lekarskie 50 zł, 17.X.36, str. 89 nr 311 – za czynności lekarskie 55 zł, za spełnienie funkcji lekarskich 150 zł itd. Obaj mając bezpośredni wgląd w działalność Pogotowia, nie uważali za konieczne dotąd i pożądane dla dobra Pogotowia wnieść jakiekolwiek zarzuty. Dopiero obecnie, gdy na ostatnim Nadzwyczajnym Walnym Zebraniu nie zostali wybrani do Zarządu (TOPR – W.S.), a ponadto Korosadowicz stanął pod zarzutem o nadużycia przy rozdziale przydziałów przyznawanych Pogotowiu przez okupacyjne władze niemieckie podczas sprawowania przez niego na rozkaz władz niemieckich funkcji kierownika »Bergwachtu«, obaj pozwalają sobie na oszczerstwa, szkalując samą instytucję, jak i członków Pogotowia”11.

Atak Oppenheima na Korosadowicza dotyczył okresu sprawowania przez
Korosada funkcji kierownika „Tatra Bergwacht” w czasie II wojny światowej. Oppenheim twierdził dalej, że Korosadowicz w tym okresie dopuścił się wielu nadużyć, np. w zakresie rozdziałów przydziałów żywnościowych dla członków Pogotowia. Dokument kończy stwierdzenie: „a widz postronny porównując »możliwości zarobkowe« kierownika TOPR przed wojną z uposażeniem i możliwościami zarobkowymi kierownika podczas wojny, czy nie mógłby raczej uznać działalności Korosadowicza za szkodliwą i rujnującą moralnie, jak i finansowo organizację TOPR? Józef Oppenheim”12.

Oppenheim w tej fazie konfliktu, pełnego wzajemnych zarzutów i ataków, jak widać z powyżej zacytowanego dokumentu, bronił się. Jego pismo skierowane do władz TOPR-u nie było tak ostre w swojej formie, jak pismo jego przeciwników. Były to głównie wyjaśnienia, chociaż padło tam także kilka ostrych słów pod adresem Paryskiego i Korosadowicza. Niemniej jednak wymiana ciosów trwała nadal. Do PTT Oppenheim kieruje kolejne pisma. Opcio nie pozostawał dłużny i bardzo ostro zaatakował Korosadowicza i Paryskiego, przedstawiając ich w negatywnym świetle w oczach prof. Walerego Goetla i jego przyjaciół z PTT w Krakowie. Próbował uzyskać pomoc od swoich krakowskich sojuszników z Klubu Wysokogórskiego i PTT, których od czasów przedwojennych miał
niemało. W tej grupie byli Walery Goetel, Kazimierz Piotrowski i kilku innych ludzi związanych z PTT. W związku z tymi działaniami Korosadowicz poczuł się zagrożony i zaszczuty przez Oppenheima, co widać w jego liście z 17 kwietnia 1945 roku, w którym pisze: „tymczasem p. Oppenheim, widocznie w obawie przed sprzeciwem z mej strony i w ogóle w obawie, że obecność moja w Pogotowiu będzie mu nie na rękę, rozpoczął na mnie nagonkę”13. Ktoś mógłby powiedzieć, kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Pewne jest jedno: konflikt uległ gwałtownemu zaostrzeniu. Obydwaj panowie mieli charakter, nie bardzo była więc szansa na załagodzenie sporu.

Mimo że spór nie został zasadniczo zakończony wyrokiem władz TOPR i PTT, Korosadowicz starał się usilnie o zawieszenie Oppenheima jako kierownika Pogotowia. Ostatecznie sprawa trafiła do Sądu Koleżeńskiego Klubu Wysokogórskiego w Krakowie. W zachowanym w zbiorach prywatnych „Memorandum” czytamy: „Oppenheim usuwa się zupełnie, nie interweniując w tych sprawach, uważając, iż sposób odniesienia się Zarządu Głównego jest co najmniej dziwny.
[…] Tymczasem kampania oszczercza przeciw niemu trwa nadal […] Trwa
to miesiącami, a przewodnicy górscy, świadkowie poświęcenia i pracy Oppenheima przez 30 lat, oburzeni, domagają się głośno zakończenia tej sprawy i nie chcą rozmawiać z Korosadowiczem, grożąc wystąpieniem z Pogotowia”14. Za zakończeniem sprawy był także Małachowski, który zachęcał Korosadowicza, by ten zaprzestał konfliktu z Oppenheimem.

Wiosną 1945 ratownicy spotykają się na jednym z pierwszych powojennych
zebrań. Jednym z podjętych zagadnień jest sprawa objęcia kierownictwa Pogotowia. Kto nim zostanie? 58-letni Oppenheim czy może ktoś inny? Emocje, rozgrzane wysłanymi wcześniej pismami, i wzajemna niechęć znajdują w tym momencie ujście. Wywiązuje się gwałtowna dyskusja i wymiana zarzutów górali wobec Korosadowicza. Oskarżyli kierownika Tatra Bergwacht w czasie wojny o to, że systematycznie okradał ich z przydziałów żywnościowych, które przekazali mu do rozdysponowania wśród jego ludzi Niemcy. Na kierownika Pogotowia zostaje ponownie wybrany Oppenheim, a Korosadowicz i Paryski nie znaleźli się nawet w składzie Zarządu TOPR, jak w „Memorandum” pisze Wanda. Po tym fakcie Korosadowicz też czując się zaatakowany i poniżony, stosuje podobną metodę – ostro atakuje Oppenheima, a także działacza zakopiańskiego PTT – Ignacego Bujaka.

Już po śmierci Oppenheima tak pisał o procesie członek Sądu Koleżeńskiego
Klubu Wysokogórskiego, Kazimierz Piotrowski, który bardzo wysoko ocenił
pracę Oppenheima w Pogotowiu i bronił jego postępowania: „Odwiedziłem paru wybitnych działaczy PTT w stolicy Podhala, zapytując ich o zdanie, rzecz prosta nikt nie wierzył oskarżeniu. Dochodzenie przeprowadzone przez sąd koleżeński Klubu Wysokogórskiego wykazało bezpodstawność zarzutów. […] Tutaj samo środowisko było winne, że człowiekowi szlachetnemu próbowano odebrać jego dobrą cześć”15. O samym procesie pisał: „Niestety, już w trzy miesiące później musiałem się udać do Zakopanego w przykrej i upokarzającej – nie dla niego! – sprawie Oppenheima. Wytoczono przeciw niemu ciężkie i hańbiące zarzuty, a ja jako członek sądu koleżeńskiego Klubu Wysokogórskiego chciałem w sprawie zorientować się na miejscu. W małej kawiarence spotkałem się
przypadkowo ze zbiedzonym i przygnębionym Opciem. Nigdy go oczywiście nie podejrzewałem – nieskazitelność Oppenheima była mi dobrze znana – toteż przywitanie nasze było serdeczne jak zawsze. Zastanawiałem się, jakie zaślepienie, czy zła wola mogły podać w podejrzenie tego właśnie człowieka”16.

Sprawę w sensie formalnym zakończyło posiedzenie Sądu Koleżeńskiego
Klubu Wysokogórskiego PTT. Odbyło się ono w dniach 17 i 22 sierpnia 1945
roku w Krakowie, przy ulicy Długiej 60, w mieszkaniu Kazimierza Piotrowskiego. Wzięli w nim udział: dr St. Kowenicki, dr Kazimierz Piotrowski i dr Włodzimierz Łaba jako przewodniczący. W protokole posiedzenia Sądu czytamy:
„Sąd Koleżeński, po zaznajomieniu się z przedłożonymi mu aktami sprawy,
a w odpowiedzi na pytania postawione w piśmie Zarządu KW wydał w dniu 22 sierpnia 1945 następujące orzeczenie: Sąd Koleżeński Klubu wysokogórskiego PTT stwierdza: na pytanie 1, że kol. Zbigniew Korosadowicz nie popełnił zarzucanych mu czynów, kolidujących z honorem i uczciwością. Na pytanie 2, że kol. Józef Oppenheim nie dopuścił się zarzucanych mu czynów, kolidujących z honorem i uczciwością, a objętych punktami od 1 do 5 pisma kol. Korosadowicza i Paryskiego, wniesionego do Komisji Weryfikacyjnej TOPR z 7 maja 1945 r. odnośnie zarzutów, objętych punktem 6, a dotyczących działalności kol. J. Oppenheima w r. 1939 Sąd Kol. wstrzymał się od ich rozpatrzenia. Na
pytanie 3 i 4, że odnośnie górali członków TOPR brak materiału faktycznego
dla wydania stanowczego orzeczenia. Odnośnie kol. Oppenheima, to tenże nie wysuwał własnych zarzutów na piśmie, które w myśl postanowienia Walnego Zgromadzenia TOPR z dnia 28.IV. 1945 miały jedynie i tylko stanowić podstawę i przedmiot rozpatrzenia przez wyłonioną Komisję Weryfikacyjną. Odnośnie kol. Zbigniewa Korosadowicza i Witolda Paryskiego, to Sąd Koleżeński przyjmuje, że działali oni niewątpliwie w dobrej wierze, powodowani względami na dobro instytucji TOPR. Uzasadnienie.

Ad pyt 1. Zarzuty stawiane kol. Korosadowiczowi przez Franciszka Łojasa,
Stanisława Gąsienicę-Byrcyna, Helenę Wawrytko i Jakuba Wawrytkę są gołosłowne i bezpodstawne. Sąd w tej kwestii dał pełną wiarę wyjaśnieniom kol. Korosadowicza, popartym pisemnymi dowodami, wykazującymi słuszność i rzetelność dokonanych przez Korosadowicza rozdziałów, jak też odbiór przydziałów przez uprawnionych członków TOPR.
Ad pyt 2. Rozpatrując zarzuty skierowane przez kol. Korosadowicza i Paryskiego przeciwko kol. Oppenheimowi, Sąd Kol. stanął na stanowisku, że zarzuty te, objęte punktami od 1 do 5 pisma z dn. 7. V. 1945 nie wychodzą poza ramy krytyki działalności kol. Oppenheima jako kierownika TOPR. Sąd przyjmuje, że krytyka ta ma swoje uzasadnienie w zbyt liberalnym interpretowaniu regulaminu TOPR przez kolegę Oppenheima jako kierownika Pogotowia, a nawet nie liczenia się z przepisami tegoż regulaminu. Niemniej jednak Sąd musi zaznaczyć, że tego rodzaju postępowanie kierownika TOPR było umożliwione przez brak kontroli i ingerencji czynników, które miały prawo i obowiązek nadzoru i regulowania działalności kierownika. Ponadto zauważyć należy, że działalność kol. Oppenheima była znana władzom TOPR, które przeciw takiej nie występowały, a przez udzielone absolutoria Walnych Zgromadzeń ją aprobowały.
Wobec tego nie można uważać postępowania kol. Oppenheima za nieuczciwe i sprzeczne z honorem. Natomiast co do zarzutów z ust. 6 cytowanego pisma, dotyczących działalności kol. Oppenheima w r. 1939, która dotychczas nie była przedmiotem kontroli Komisji Rewizyjnej, ani uchwał Walnego Zgromadzenia, to Sąd Koleż., nie chcąc przesądzać ani krępować decyzji władz statutowych, które w tej mierze wypowiedzieć się powinny, wstrzymał się od rozpatrzenia tych zarzutów. Przyjmując dobrą wolę w postępowaniu kol. Korosadowicza i Paryskiego przeciw kol. Oppenheimowi, Sąd Kol. nie może wstrzymać się od uwagi, że poruszanie spraw już nieaktualnych i zasadniczo już załatwionych przez odnośne absolutoria Walnych Zgromadzeń, udzielane Zarządowi TOPR, a więc i jego kierownikowi, w obecnych czasach nie było na miejscu i jakkolwiek
kierowane dobrą wolą, mogło zaszkodzić tak TOPR, jak Klubowi Wysokogórskiemu i Polskiemu Towarzystwu Tatrzańskiemu, jako całości. Podpisano: dr. St. Kowenicki, Dr Kazimierz Piotrowski i Dr Włodzimierz Łaba”17.
Wydawać by się mogło, że wydanie wyroku przez Sąd Koleżeński Klubu Wysokogórskiego w dniu 22 sierpnia 1945 roku sprawę definitywnie zakończyło. Tak się jednak nie stało. Konflikt raz rozpoczęty nabrał bowiem tempa i walka na argumenty wcale nie ustała.

Witold Grzybek pisze: „Sprawa poruszyła Zakopane, Kraków i nawet Warszawę. Odpowiednia Komisja PTT i Sąd Koleżeński Komisji Wysokogórskiej zrehabilitowały całkowicie Oppenheima, uwalniając go od wszelkich zarzutów”18.
Na walnym zgromadzeniu Klubu Wysokogórskiego w Zakopanem, w dniu 26 sierpnia 1945 roku odczytano wyrok sądu honorowego w tej sprawie. Wyrok, jak wiemy, uniewinniał obie strony konfliktu. Miał służyć załagodzeniu trudnej sytuacji i spowodować pogodzenie się zwaśnionych stron. Tak się jednak nie stało. Środowisko działaczy zakopiańskich skupionych wokół Korosadowicza i Paryskiego nie było z niego zadowolone. Postawiono wtedy wniosek o wykluczenie Oppenheima z Pogotowia „za szkodliwą działalność podburzania górali przeciw klubowi”19. Rozpoczęła się haniebna przepychanka, zmierzająca do wykluczenia Oppenheima z Pogotowia raz na zawsze. Atak na dawnego naczelnika trwał nadal i już w pięć dni po orzeczeniu sądu, na posiedzeniu Pogotowia w Zakopanem, Oppenheim został oficjalnie skreślony z listy członków TOPR-u. Podczas zebrania Witold H. Paryski postawił wniosek o wykluczenie Józefa Oppenheima z szeregów TOPR-u. Powiedział też wtedy publicznie, że:
„aczkolwiek przy tej okazji na zebraniu straszono go, że Oppenheim to PPR,
to NKWD – on się nie uląkł i walki się podjął”20.

Odbyło się w tej sprawie głosowanie, w którym Opcio przepadł. Został skreślony z listy ratowników TOPR-u. Zabrakło mu jednego głosu, by pozostać w Pogotowiu. Ciekawe, że uchwała Zarządu TOPR o wykluczeniu Oppenheima zostaje przez Komisję Zarządu Głównego PTT odrzucona i unieważniona. Stało się to w dniu 22 września 1945 roku. Zarząd Główny PTT uznał bowiem wszystkie zarzuty Korosadowicza za bezpodstawne i wydał w sprawie Oppenheima specjalne uniewinniające orzeczenie. Nic ono nie dało.

„Tymczasem Paryski, Paryska i Korosadowicz nadal głośno szkalowali Oppenheima, twierdząc, iż wyrok PTT nic ich nie obchodzi”21 – czytamy w „Memorandum” Wandy. Fakt pozostaje faktem, Opcio został usunięty z grona ratowników tatrzańskich. Potwierdziła ten fakt uchwała Zarządu TOPR (Paryski i Korosadowicz byli na nim) z dnia 9 października 1945. Na to, co się działo dalej, rzuca światło niepodpisany dokument z prywatnego archiwum Wandy zatytułowany „Memorandum”. Opisuje on dalsze fakty i przebieg zebrania TOPR z października 1945 roku.
Kampania oszczerstw wobec Oppenheima jednak wcale nie przygasa i rusza jesienią 1945 z całą siłą. Opcio nie pozostaje dłużny, atakuje Korosadowicza. Korosadowicz i Paryscy pozyskują sojuszników przeciwko Opciowi, takich jak Róża Drójecka i inni z szeregu PTT, a ten buntuje przeciwko nim przewodników – górali.

Ludzie gór ścierają się w tej walce nie tylko na słowa, ale także ostre pomówienia i oszczerstwa, zupełnie niepasujące do piękna ich pasji i gór, które tak ich zauroczyły. Przecież oczekiwano od nich powszechnie pewnej szlachetności, prostolinijności poglądów i honorowego zachowania. Tego jednak w tym momencie i konflikcie nijak nie dało się zauważyć. Jakby ten cały, nieco wyidealizowany, świat bohaterów turni dosłownie i w przenośni stanął na głowie i runął. Atmosfera wokół postaci Opcia gęstnieje. Krytycznym momentem sporu jest spotkanie Opcia z przeciwnikami twarzą w twarz, podczas którego dochodzi do gwałtownej wymiany zdań między Oppenheimem i Korosadowiczem, a finalnie Zofia Radwańska-Paryska ostentacyjnie nie podaje Oppenheimowi ręki. Aż trudno to sobie wyobrazić, znając panią Zofię. Tak jednak było, tak wspomina tamte chwile Ruda.
Ten gest wymaga choć krótkiego komentarza. Spirala niechęci, a może nawet momentami wzajemnej nienawiści, dyskredytuje obydwie strony tego konfliktu. Na szlachetnych dotąd wydawałoby się charakterach ludzi gór, tworzą się głębokie rysy, blizny i pęknięcia. To już nie są, jak się okazuje, nieskazitelni, wspaniali, życzliwi innym ludziom, zakochani w Tatrach zdobywcy ścian, ratownicy spod niebieskiego krzyża. Dotyczy to zarówno postaci Oppenheima, jak i jego przeciwników w tym sporze. Nic już nie jest takie samo, jak przed wojną. Nawet góry, ale zwłaszcza ludzie. Ich zachowanie w tym procesie budzi duże zastrzeżenia.

Trochę inaczej tę sprawę widział Kazimierz Piotrowski, który bronił Oppenheima. Uważał, że znaczną winę za eskalację konfliktu i napiętnowanie Oppenheima ponosi całe środowisko zakopiańskie, nie tylko sami Korosadowicz i Paryski. Miał rację. „Odwiedziłem paru wybitnych działaczy PTT w stolicy Podhala, zapytując o ich zdanie: rzecz prosta, że nikt nie wierzył oskarżeniu.
Dochodzenie przeprowadzone przez sąd koleżeński KW wykazało bezpodstawność zarzutów. Niemniej publicznie i z pewną miną lansowano je i podtrzymywano dalej. Czy tę krzywdę, najcięższą, jaka istnieje – wyrządziły tylko jednostki? Nie, one tylko zaczęły i dały bieg sprawie, której rozumne i dojrzałe środowisko ukręciłoby łeb szybko, piętnując raczej oskarżyciela. Tutaj samo środowisko było winne, że człowiekowi szlachetnemu próbowano odebrać jego dobrą cześć. Nie mam zamiaru pisać aktu oskarżenia przeciw psychicznej aurze podgórskiej miejscowości, chcę tylko stwierdzić – i to bardzo pokrótce – zjawiska typowe dla klimatu duchowego znacznej części dawnej letniej stolicy Polski”22 – argumentował.
Coś w tych stwierdzeniach Piotrowskiego jest. Środowisko zakopiańskie ze
spokojem i raczej obojętnie przyglądało się sprawie, która dla Oppenheima
oznaczała staczanie się w przepaść. Jedynie Juliusz Zborowski, dyrektor Muzeum Tatrzańskiego, wielki i uznany znawca historii Podhala, próbuje Opcia bronić. Widząc jednak beznadziejność sytuacji, usuwa się ze sporu, podobnie zresztą jak działacz zakopiańskiego PTT, Tadeusz Zwoliński. Obydwaj milkną, zakrzyczani przez resztę.

Trzeba przyznać, że Oppenheim w dużym stopniu był winien tego, co się
stało. Zbyt liberalnie, jakbyśmy powiedzieli dzisiaj – „na luzie”, traktował
sprawy finansowe TOPR-u w okresie swojego kierownictwa Pogotowiem.
Tak samo postępował w sprawie sprawozdawczości z wypraw TOPR-u. A już zwłaszcza bardzo swobodnie traktował rachunki i kwestie formalne firmy, którą prowadził. Na pewno nadzwyczaj krytycznie należy ocenić pobieranie przez Oppenheima wysokich kwot pieniężnych od rodziny Zaremby, zabitego w lawinie wiosną 1939 roku. Podobnie było, jak wskazują dokumenty, w kilku innych przypadkach. Nierozliczenie kasy Pogotowia w 1939 roku i tłumaczenia Oppenheima w tej kwestii także nie wydają się precyzyjne i prawidłowe.
Opcio miał trochę na sumieniu. Przez wiele lat przymykano oko w Zarządzie TOPR i PTT na tę jego działalność. To musiało się kiedyś zemścić.
O tych nadużyciach i błędach jego kierownictwa TOPR-em pisze także Jerzy
Kapłon: „Wobec tak fragmentarycznie zachowanej dokumentacji trudno ostatecznie odnieść się do opisanych wydarzeń. Ich świadkowie i uczestnicy już nie żyją. Być może gdzieś w innych archiwach, zwłaszcza w spuściznach Walerego Goetla oraz Witolda H. Paryskiego, są jeszcze jakieś dokumenty, które mogłyby rzucić dodatkowe światło na poruszane tu wątki. Trudno dzisiaj wyrokować w sprawach, które − zaledwie zarysowane – z natury rzeczy nie znajdują pełnego wyjaśnienia. Nie wszyscy bohaterowie jawią się jako świetliste postacie bez skazy. Raz jeszcze okazuje się, że na styku szczytnych idei z realiami życiowymi ukazują się ludzkie słabości, a prawdziwe oblicze tych, których wspomnienia i przekazy gloryfikują, jest po prostu ludzkie, takie gdzie bohaterstwo i brak zwykłej przyzwoitości przenikają się, dając obraz zwyczajnego życia”23.

Druga strona w tym konflikcie wcale nie była lepsza. Korosadowicz, mając szlachetne pobudki, uważał za słuszne poruszyć te sprawy na forum i skrupulatnie wyjaśnić. Trudno mu odmówić dobrej woli, ale w pewnym momencie całkowicie się w tym sporze zatracił. Rzucał bardzo poważne oskarżenia: „Streszczając tylko to, co najważniejsze, należy stwierdzić, że w czasach swej wieloletniej działalności na stanowisku płatnego kierownika i skarbnika TOPR, Józef Oppenheim:

  1. Instytucję społeczną, niosącą pomoc nieszczęśliwym, jaką było Pogotowie, zamienił dla własnej korzyści w instytucję zarobkującą kosztem zdrowia, a może i nawet życia ludzkiego.
  2. Swoją demoralizującą polityką obniżył poziom etyczny przewodników ze
    szkodą dla Pogotowia i ofiar wypadków górskich.
  3. Mimo niewątpliwej świadomości swego niedbalstwa, niedołęstwa i niekompetencji, pozostawał przez tyle lat na stanowisku kierownika TOPR dla korzyści materialnych, jakie to stanowisko mu przynosiło – przynosząc tym krzywdę ofiarom wypadków górskich i Pogotowiu.
  4. Dla własnych korzyści materialnych lekceważył i łamał statut Pogotowia,
    ze szkodą dla Pogotowia i jego celów, a pośrednio i dla ofiar wypadków, równocześnie umożliwiając sobie nadużycia finansowe.
  5. Popełniał nadużycia finansowe, podpadające pod kodeks karny, przez
    przywłaszczenie sobie pieniędzy, przeznaczonych na ratunek życia ludzkiego.

Powyższy, bynajmniej nie kompletny rejestr win i przestępstw Józefa Oppenheima wykazuje jasno, że jest to osobnik antyspołeczny, nieuczciwy, pozbawiony wszelkiej etyki oraz wybitnie szkodliwy dla Pogotowia i jego celów”24.
Do powyższego zestawu jego twórca dołączył wiele opisów wskazujących na nieudolność Oppenheima podczas jego pracy w TOPR-ze, niekompetencję itd. Uważał Opcia za „szkodliwego społecznie”.

Takie zarzuty w powojennych czasach były groźne, a zwłaszcza w nadchodzącej dużymi krokami Polsce Ludowej. W domyśle należy przyjąć, że element szkodliwy społecznie był w nowej sytuacji zbędnym. Należało się go pozbyć.
Po tym wszystkim, po wysłanych pismach i wzajemnym oczernianiu, nie
było możliwości żadnego kompromisu między nim a Opciem. Korosadowicz szedł bowiem w zaparte. Miał ostry i nieprzejednany charakter, ciągnął
TOPR i Oppenheima wraz ze sobą w otchłań. Nie widział tego jednak, skupiony, w swoim mniemaniu, na słuszności zarzutów. Zasługi obu panów dla TOPR-u i polskich gór – niekwestionowane i wielkie – poszły w tej sytuacji w niepamięć. Zło wywołało zło i nikt tego nie potrafił już zatrzymać.
Obrzucanie się oskarżeniami, ataki, przepychanki w Pogotowiu i Zakopanem – wszystko to doprowadziło jesienią 1945 roku do poważnego kryzysu w Pogotowiu Górskim, PTT i Klubie Wysokogórskim. Kryzysu, z którego dość długo nie było wyjścia, bo nikt nie chciał ustąpić. Na nic zdały się głosy autorytetów, takich jak Goetel, Piotrowski i innych. Co gorsza, głos przyjaciela Opcia, prezesa Walerego Goetla, miał rozgrzać spór od nowa. Goetel zdecydowanie stanął w nim po stronie swego przyjaciela Oppenheima. To się niektórym nie spodobało.

O pogrążaniu się Oppenheima w niebyt w atmosferze nieprzychylności ze
strony części środowiska zakopiańskiego pisze antropolog Kuba Szpilka: „Opcio, jak go czule nazywano, był lewicującym Żydem, co przez całą okupację skazywało na śmierć. Eufemizm o prawie sześcioletnim ukrywaniu się przesłania setki dni lęku, poniżenia i rozpaczy ściganej ofiary, którą każdy może, więcej – powinien – zabić, Jego powrót do miejsca, które tak mocno swoją działalnością naznaczył, był rodzajem cudu. Ocalał wszak z Zagłady, przeżył rzeź. Tego niemłodego człowieka po strasznych przejściach, zaraz po wyjściu z otchłani, ludzie z bliskiego mu środowiska oskarżą o kradzież i defraudację. Małe to, podłe i bezduszne, znak nadchodzących marnych czasów, w których dla takich jak on nie było miejsca. Mniej ważne jest, czy zabito go dla biednych dóbr, czy dlatego że był Żydem, co wielu wówczas z komunizmem łączyło. Ważniejszy jest symboliczny wymiar tego mordu. Wraz ze starym naczelnikiem grzebie
się świat, styl życia, którego był twarzą. I już wiadomo, że tak tutaj się nie da – albo się zmienić należy, albo barwy ochronne nałożyć. Tych, którzy tego nie uczynili, nowe zniszczy. Takie przesłanie, palec czasu.

Napisał w swoim przewodniku narciarskim Oppenheim tak: »W ogóle przy
wypadku i w ciężkich warunkach, pozornie bez wyjścia nawet – grunt: nie tracić głowy. Na czem, ta umiejętność polega, ściśle określić niepodobna. Geniusz zakwita wszędzie, a więc i w narciarstwie. W możności każdego turysty jednak jest posiąść w spokoju uświadomienie wszelkich niebezpieczeństw narciarstwa terenowego, aby wiedzieć równocześnie, co w danym wypadku czynić może jeszcze człowiek ku swojej obronie. To uspokaja, a optymiści twierdzą, iż nawet umierać jest przyjemniej, o ile wszystko się zrobiło, co można, aby nie umrzeć.
Pesymistom na pociechę dodać zaś możemy po cichu, że wszystkie wyżej opisane nam się już w górach przydarzyły, a jednak jeszcze żyjemy. Widocznie nawet w Tatrach o wiele jeszcze więcej trzeba się namęczyć, nim człowiek umrze«. W tych słowach zawarte jest coś więcej niż tylko narciarskie pouczenie, to przecież tatrzańska optymistyczna antropologia pełna wiary w człowieka, w jego pozytywne możliwości. Życie Józefa Oppenheima do 1945 roku zdaje się ją potwierdzać. Kilka powojennych zakopiańskich miesięcy wnosi jednak istotne i głęboko pesymistyczne korekty do tej nauki. Jacy zatem jesteśmy, jakie wnioski z Opciowych lekcji wyciągnąć należy, bo że są aktualne, wątpić nie sposób. Może te kwestie nade wszystko czynią Oppenheima bohaterem także naszych czasów”25.

Oppenheim ma tego wszystkiego dość, postanawia opuścić Pogotowie (musi
zresztą to zrobić jako skreślony z listy) i raz na zawsze zakończyć ten etap
swojego życia. Z pewnością był to dla niego jeden z najbardziej krytycznych momentów. Zaczyna się zima 1946 roku. Jego sytuacja życiowa zaczyna być dramatyczna. Traci kartki żywnościowe, dotychczasową pracę i podstawowe źródło utrzymania. Ruda Wanda pisze, że w oczy dawnego naczelnika TOPR zaczął zaglądać głód.


1. A. Matuszyk, op. cit., s. 229.
2. AR/NO/982 MT, Sprawa Oppenheima i Korosadowicza. Pismo Zbigniewa Korosadowicza z oskarżeniami wobec Józefa Oppenheima

3. AR/NO/982 MT, Sprawa Oppenheima i Korosadowicza. List Z. Korosadowicza podpisany przez Witolda H. Paryskiego z zarzutami przeciwko J. Oppenheimowi z 7 maja 1945 r.

4. AR/NO/982 MT, Sprawa Oppenheima i Korosadowicza. Pismo Zarządu Koła Zakopiańskiego KW PTT do Zarządu KW PTT z 5 maja 1945 r.
5. AR/NO/982 MT, Sprawa Oppenheima i Korosadowicza. List J. Oppenheima do Komisji Weryfikacyjnej TOPR w Zakopanem z 7 czerwca 1945, s. 1-8.

6. AR/NO/982 MT, Sprawa O ppenheima i Korosadowicza. List J. Oppenheima do Komisji Weryfikacyjnej TOPR w Zakopanem z 7 czerwca 1945, s. 2.
7. AR/NO/982 MT, Sprawa Oppenheima i Korosadowicza. Odpowiedź J. Oppenheima na zarzuty Z. Korosadowicza, pismo do Klubu Wysokogórskiego PTT.

8. AR/NO/982 MT, Sprawa Oppenheima i Korosadowicza. Odpowiedź J. Oppenheima na zarzuty Z.
Korosadowicza, pismo do Klubu Wysokogórskiego PTT.
9. AR/NO/982 MT, Sprawa Oppenheima i Korosadowicza. Odpowiedź J. Oppenheima na zarzuty Z. Korosadowicza, pismo do Klubu Wysokogórskiego PTT.

10. AR/NO/982 MT, Sprawa Oppenheima i Korosadowicza. Odpowiedź J. Oppenheima na zarzuty Z. Korosadowicza, pismo do Klubu Wysokogórskiego PTT.

11. AR/NO/982 MT, Sprawa Oppenheima i Korosadowicza. List J. Oppenheima do Komisji Weryfikacyjnej TOPR w Zakopanem z 7 czerwca 1945, s. 3.
12. AR/NO/982 MT, Odpowiedź J. Oppenheima na zarzuty Z. Korosadowicza, pismo do Klubu Wysokogórskiego PTT.
13. AR/NO/982 MT, Pismo Z. Korosadowicza do Klubu Wysokogórskiego PTT, z 17 kwietnia 1945 r.

14. „Memorandum” – maszynopis dotyczący sporu J. Oppenheima ze Z. Korosadowiczem i W.H.
Paryskim, prywatne archiwum W. Gentil-Tippenhauer, w zbiorach Jadwigi i Maksymiliana Misztalów.
15. K. Piotrowski, op. cit., s. 38-39.
16. Ibidem, s. 38.

17. AR/NO/982/MT, sprawa Oppenheima i Korosadowicza, protokół z posiedzenia Sądu Koleżeńskiego.
18. W. Grzybek, op. cit., s. 145.
19. AR/NO/982 MT, sprawa Oppenheima i Korosadowicza, pismo Z. Korosadowicza z oskarżeniami wobec J. Oppenheima.
20. AR/NO/982 MT, sprawa Oppenheima i Korosadowicza, pisma Z. Korosadowicza z oskarżeniami wobec J. Oppenheima. Dwa razy padają tam stwierdzenia o przynależności Oppenheima do PPR oraz wspierania go przez sowieckie służby wewnętrzne NKWD. Oppenheim nie figuruje jednak na liście członków PPR rejonu Zakopanego, co potwierdzają ustalenia dr M. Kasprzyckiego z krakowskiego oddziału IPN. Co do NKWD, to żadnych dowodów nie ma.

21. W. Gentil-Tippenhauer „Memorandum”, prywatne archiwum W. Gentil-Tippenhauer, w zbiorach Jadwigi i Maksymiliana Misztalów, k. 2.

22. K. Piotrowski, op. cit., s. 88-89. 23 J. Kapłon, Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe w roku 1945 w materiałach Centralnego Archiwum Turystyki Górskiej PTTK w Krakowie, „Wierchy 77” 2011, s. 147-170. Zob. też J. Kapłon, Korosadowicz kontra Oppenheim „Tatry TPN” 2010, s. 110-115.

24. AR/NO/982/MT, sprawa Oppenheima i Korosadowicza, zarzuty Z. Korosadowicza i W.H. Paryskiego wobec Józefa Oppenheima i jego działalności w TOPR w okresie międzywojennym.

25. K. Szpilka, M. Krupa, P. Mazik, Zakopiańczycy. W poszukiwaniu tożsamości, Zakopane 2011, s. 51-52.

Skomentuj

  • (will not be published)

*

code

Partnerzy: