REKLAMA

Kto tu wpuścił Kukuczkę?!

Taternik | 23 czerwca 2022

Pisze: Maciej Kwaśniewski

Byliście kiedyś w Muzeum Śląskim w Katowicach? Przyjedźcie koniecznie. Nie jest to typowa placówka obrastająca pokładami wieków
zaprzeszłych, choć i bez nich się nie obejdzie. Są tu i piękne Madonny
udrapowane w średniowieczne pozy, rodzina świętej Anny godna samego mistrza Stwosza, całe zastępy świętych wyryte przez snycerzy
w lipowym drewnie przed setkami lat, a i tak zadziwiające maestrią przestrzennych drukarek. Są całkiem zacne obrazy Jacka Malczewskiego (z Chrystusem i samarytanką), Leona Wyczółkowskiego, Witkacego czy Józefa Mehoffera (jeden z najlepszych portretów jego żony Jadwigi), a nawet samego Jana Matejki. Są inne zacności. Przede wszystkim kapitalna kolekcja Grupy Janowskiej, co prawda z jednym tylko obrazem mistrza Teofila Ociepki, ale zobaczymy za to całą panoramę dzieł Erwina Sówki z kapitalnym obrazem „Libsta” na czele. Libsta to po śląsku narzeczona, ale i ktoś bliski, kochany, drogi i zawsze mile widziany. Jest też fantastyczna opowieść historyczna od pradziejów i kultur zbieracko-pasterskich przez zaciekłe boje Piastów, pokazujące pierwotną polskość Śląska, przez lata zaborów i najtrudniejszy chyba wiek tych ziem wiek XX, tak zasobny w tragiczne totalitaryzmy, ale i dni chwały. Jest to też miejsce dnia powszedniego, nie tylko w etnograficznym znaczeniu. To niemal żywy zapis kultury, zwyczaju i mentalności ludzi mieszkających na Śląsku, bo nie odważę się nazwać ich Ślązakami. Jest to więc muzeum kompletne, żywe i pełne śląskiej pasji. I gdy dodamy do tego, że mieści się ono w nieczynnej kopalni Katowice, więc schodzi się do niego długimi chodnikami przez instalacje sztuki nowoczesnej (dział sztuki nowoczesnej też bardzo zacny) w głąb. W głąb ludzkiego życia i sztuki. Zgadnijcie teraz, co jest pierwszym eksponatem? Pierwszą rzeczą, jaką widz spotyka, wchodząc do Muzeum Śląskiego? To niewielki okruch skalny, wcale nie kęs węgla kamiennego. To paleozoiczna (pochodząca z najstarszej epoki geologicznej) bryłka z Lhotse, czwartej góry świata. Przywiozła ją śląska wyprawa w Himalaje z 1979
roku. W składzie ludzie legendy z Jerzym Kukuczką na czele. To podczas tej wyprawy Kukuczka rozpoczął swój triumfalny pochód po Koronę Himalajów i Karakorum. I to na Lhotse 10 lat później zginął. W salach podziemnego muzeum znajdziecie też ekspozycje dotyczące śląskich wspinaczy i Jerzego Kukuczki. Bo nie należy on przecież
do muzeum sportu i muzeum gór. Należy tu. Do tego muzeum, muzeum polskiego i śląskiego, muzeum żywego, muzeum kultury rozumianej jako wszystko, co można powiedzieć o człowieku, który wypowiada się nie tylko przez sztukę, ale i przez czyn. Więc to, że 8 minut spaceru od Muzeum Śląskiego powstanie Centrum Himalaizmu imienia Jerzego Kukuczki jest tak oczywiste jak „Chrystus i samarytanka”. Bo twarz polskiej i śląskiej kultury i cywilizacji to także Jerzy Kukuczka, Krzysztof Wielicki, Ryszard
Pawłowski oraz Wojciech Kurtyka, Andrzej Bargiel i setki innych. A także ALeksandra Mirosław. Władzom Katowic należy się więc sława i chwała, kolegom z Klubu Wysokogórskiego Katowice i konsultantom w tym projekcie również. Bo Jerzy Kukuczka to libsta z obrazów Erwina Sówki – „ktoś bliski, kochany, drogi i zawsze mile widziany”, ktoś, kto przekracza zarówno ramy himalaizmu heroicznego, jak i wyobrażenia góromaniaków. To część naszego kulturowego krajobrazu

Skomentuj

  • (will not be published)

*

code

Partnerzy: